Książulo z własną pizzą. Recenzent trafia pod lupę
Książulo, czyli Szymon Nyczke, zdobył popularność, testując jedzenie. W tej formule wszystko wydaje się proste: twórca zamawia, próbuje, zagląda do środka i mówi, czy było warto. Widz dostaje ocenę, a właściciel lokalu musi pogodzić się z tym, że nawet najbardziej efektowny szyld nie uratuje kiepskiego obiadu.
Teraz role się odwróciły. Do Żabki trafia „MUALA na grubo od Książula”, zapowiedziana w dwóch wariantach: Fat Peppa i Fat Cheese. Cena – 24,99 zł. Oficjalna premiera przypada na 7 października, ale pierwsze testy opublikowano wcześniej. Swoją degustację pokazała redakcja Zero.pl, a „Fakt” opisał wrażenia autora profilu „Pomysłodawcy”, który kupił pizzę w łódzkiej Żabce.
Oceny smaku są różne. W publikacji Zero.pl znalazła się nota 2/10, ale również znacznie przychylniejsze oceny dziennikarzy Kanału Zero, między innymi 7,5 i 8. Z kolei Kamil z profilu „Pomysłodawcy”, który spróbował pizzy z łódzkiej Żabki, powiedział „Faktowi”: „Powiedziałbym, że to w ogóle MUALAstrofa”. Krytykował konsystencję ciasta i wypieczenie spodu.
To oceny konkretnych degustacji, a nie wyrok całej publiczności. Znacznie ciekawszy od pytania o chrupkość ciasta okazuje się jednak spór o samego Książula. Bo kiedy recenzent zaczyna sprzedawać jedzenie, na talerzu ląduje również jego reputacja.
Pizza z Żabki i spór o wiarygodność Książula
Część odbiorców kwestionuje cenę, współpracę z Żabką i wykorzystanie znaku MUALA. „Muala właśnie straciło sens” – brzmi jeden z komentarzy spod filmu twórcy. „Mrożonka z mordą influencera za 25 ziko, podziękuję” – to z kolei komentarz innefo internauty. Dosadny, ale pokazuje, że dla części odbiorców twarz ulubionego twórcy na pudełku nie jest wystarczającym argumentem przy kasie.
Książulo przedstawia swoją wersję: przekonuje, że jest to jego własny produkt, sprzedawany za pośrednictwem sieci, a prawa do „Muala Pizzy” należą do niego. To istotne wyjaśnienie, ale widzowie mają prawo pytać dalej. Jak własny biznes wpłynie na ocenianie produktów innych firm? Czy standard, którego twórca wymagał od restauratorów i producentów, zastosuje również do siebie?
Takie pytania są uczciwe. Książulo nie może oczekiwać taryfy ulgowej tylko dlatego, że tym razem jego nazwisko znalazło się na pudełku. Jeśli przez lata uczył publiczność patrzeć na stosunek ceny do jakości, trudno się dziwić, że teraz publiczność patrzy mu na ręce. Tyle że między wymagającym klientem a rozczarowanym fanem jest różnica. Pierwszy sprawdza, za co zapłacił. Drugi może mieć poczucie, że stracił coś, czego nie kupował przy kasie.
Widz kupuje pizzę. Fan sprawdza swojego idola
Na tym polega osobliwy układ między internetową gwiazdą a jej publicznością. Twórca mówi do kamery, odbiorca słucha go przy śniadaniu, w drodze do pracy, na kanapie. Z czasem znajoma twarz zaczyna przypominać znajomego człowieka. A od znajomego oczekujemy czegoś więcej niż od producenta mrożonki.
Jak osobisty potrafi być ten spór, pokazuje kolejny komentarz: „już nie jesteś 'nasz'. Jesteś pan biznesmen”. Autor komentarza wiązał fenomen Książula z poczuciem, że był on bliski odbiorcom. Tu przedmiotem oceny przestaje być obiad. Zaczyna nim być relacja z człowiekiem oglądanym na ekranie. Dlatego decyzja biznesowa może zostać odczytana jak zmiana charakteru. Widz nie pyta już tylko, czy pizza jest dobra. Pyta, czy człowiek, któremu ufał, nadal jest tym samym człowiekiem.
To ogromny kapitał dla influencera, ale również niewygodny kredyt. Publiczność pomaga zbudować markę, a później potrafi uznać, że ma prawo współdecydować o każdym jej ruchu. Sukces cieszy, dopóki nie zaczyna pachnieć zbyt dużym biznesem.
Nie wszyscy widzowie widzą w tym jednak powód do rozczarowania. „Gratulacje. Nie ma co się przejmować ludźmi”. Dalej jego autor bronił wyboru Żabki ze względu na dostępność i podkreślał pracę twórcy nad własnym produktem. Dla jednych to odejście od dawnego wizerunku, dla innych – zrozumiały krok w rozwoju marki.
Książulo ma prawo zarabiać na swojej marce. Widzowie mają prawo uznać, że ta pizza nie jest warta ich pieniędzy. Żadna z tych decyzji nie wymaga ogłaszania końca świata. Choć w komentarzach koniec świata zwykle wygląda lepiej niż zwyczajne rozczarowanie obiadem.
Emocje jak przy wyborach. Czy pizza może być po prostu średnia?
Porównanie do wyborów jest oczywiście przesadą. Nie mamy danych, które pozwalałyby twierdzić, że pizzą żyje cała Polska. Ale sposób prowadzenia podobnych internetowych sporów bywa zadziwiająco znajomy. Pojawiają się obrońcy i oskarżyciele. Każda ocena może zostać potraktowana jak deklaracja lojalności. Jeśli smakuje, bronisz swojego idola. Jeśli nie smakuje, chcesz go pogrążyć. A przecież między bezwarunkowym zachwytem a wyrokiem na karierę mieści się mnóstwo całkiem zwyczajnych opinii.
Pizza może być dobra, ale za droga. Może komuś smakować, a komuś innemu nie. Można lubić filmy Książula i nie kupować jego produktu. Można też kupić produkt bez składania przysięgi wierności jego twórcy. Tyle że spokojna ocena nie daje takiego widowiska. W show-biznesie jeden kęs łatwo zamienić w plebiscyt popularności: jeszcze gwiazda czy już rozczarowanie? Jakby reputacja miała termin przydatności wydrukowany na opakowaniu.
Politykom też przydałby się taki test
Za tym sporem jest jednak pytanie wykraczające poza show-biznes. Dlaczego wobec produktu ulubionego twórcy potrafimy być tak czujni, a wobec obietnic ulubionych polityków tak często znajdujemy usprawiedliwienia? Od pizzy żądamy, żeby zgadzała się z zapowiedzią. Patrzymy na cenę i sprawdzamy zawartość. W polityce łatwiej zaakceptować wyjaśnienie, że zawiedli inni, okoliczności były trudne, a na efekt trzeba jeszcze poczekać. Czasem to prawda. Czasem po prostu bardzo chcemy w to wierzyć.
Nie chodzi o to, żeby zabronić ludziom testowania pizzy, gdy na świecie trwa wojna, a w kraju toczą się poważne spory. Chodzi o proporcje. Czy dla spraw, które wpływają na nasze życie, zostaje nam tyle samo dociekliwości, ile dla produktu z twarzą influencera?
Książulo dostał od publiczności wymagający egzamin. Ma prawo odpowiedzieć na niego dobrym produktem, a widzowie mają prawo sprawdzić wynik. Dobrze byłoby tylko pamiętać, że twarz na pudełku nie gwarantuje jakości. Ani na pizzy, ani na wyborczym plakacie.