Andrzej Rybiński, muzyk legendarnego zespołu „2 plus 1”, wyznał tygodnikowi „Życie na gorąco”, że w ubiegłym roku zmarł jego czteromiesięczny wnuczek Kuba. Gitarzysta przyznał, że dla całej rodziny był to olbrzymi cios i pomimo czasu, ból po stracie Kubusia wciąż trwa.
- Ciężko, a czas na razie nie działa na korzyść. Wciąż nie uleczył ran - wyznał Rybiński. - Mnie jest ciężko, żonie też, ale jeszcze ciężej rodzicom, którzy w tej tragedii potrafili zachować się wspaniałomyślnie, bo zgodzili się, by od ich zmarłego synka zostały pobrane organy do przeszczepu, dzięki czemu żyje trójka dzieci.
Mały Kubuś zmarł śmiercią łóżeczkową. Jest to nagły zgon zdrowego dziecka, niemającego wad wrodzonych ani problemów zdrowotnych. Śmierć następuje nagle, we śnie i najczęściej zdarza się u dzieci do 3,4 miesiąca życia.
Zobacz:Andrzej Rybiński: Wyprzedawałem majątek, żeby przeżyć