Małgorzata Różniatowska nie zwalnia tempa, choć zdrowie czasem stawia jej wyraźne granice. W rozmowie z "Super Expressem" aktorka szczerze opowiada o zdrowiu, nowym podejściu do życia i niezwykłej roli, jaką przyszło jej zagrać po siedemdziesiątce. Tym razem wciela się bowiem… w pannę młodą.
"Super Express": - Na początku chciałem zapytać panią o zdrówko. A to dlatego, że gdy przed rokiem rozmawialiśmy przez telefon, oboje mieliśmy nogi w gipsach.
Małgorzata Różniatowska: - No, więc zdrówko jak zdrówko. Dla ciekawości powiem, że nóżka się nie zrosła i chyba tak zostanie, ale przestałam się tym przejmować.
- To powoduje jakieś ograniczenia?
- Oczywiście. Jeżeli człowiek ma świadomość, że noga się nie zrosła, to musi bardzo uważać. Już minął ten czas, że człowiek biegnie. Teraz musi się najpierw zastanowić, czy może raczej pójść, a nie biec, bo nie wiadomo, co tam czeka za zakrętem.
- A potem "Dalej jazda".
- Tak, jak powtarza moja bohaterka: "Dalej jazda".
- Pani Małgosiu, rozmawialiśmy też o tym, że to nie jest taka oczywista sytuacja, żeby po 70-tce dostać rolę główną w filmie. A tym razem w dodatku gra pani pannę młodą! Jak czuła się pani w sukni ślubnej?
- To jest bardzo dziwne. Myślałam, że ten ślub będzie trochę mniej wyeksponowany. Nawet powiedziałam produkcji: "Niech ten wątek zostanie w filmie, niech będzie. Ale nie promujcie go na plakatach, w rozmowach itd. A tu proszę!
- Widzieliśmy plakat. Jest pani na nim w sukni ślubnej. (śmiech)
- No właśnie. (śmiech) Przyznam, że to bardzo duże przeżycie. Powiem wam taką anegdotkę. Przymiarka sukien ślubnych odbywała się u mnie w domu. Przywieziono ich pięć albo sześć. Chłopak, który nosił je z samochodu powiedział, że wszyscy sąsiedzi się przyglądali. A że mieszkam z córką i wnuczką, pewnie się zastanawiali, która z nas wychodzi za mąż. To była duża przyjemność w moim wieku przymierzać takie piękne suknie.
- Naprawdę pięknie pani wyglądała. Jestem zachwycony! Poza tym, mam takie wrażenie i mam nadzieję, że to będzie komplement, że cały film ozdabiają też pani oczy. Mimo wszystko uśmiechnięte.
- No tak, bo po pierwsze jestem pogodną osobą z natury. A po drugie - przyznam szczerze, że to mój pomysł na tę rolę. Ela jest chora, jest z nią coraz gorzej, ma różne swoje tak zwane "odbicia", ale ma pogodę ducha. W końcu główny bohater, Józek, za coś tę żonę całe życie kocha. Właśnie za to, że zawsze była wesoła, figlarna, kochała i nadal kocha życie - to w niej zostało. I ma szalone pomysły.
- Na czym pani zdaniem polega sukces tego filmu?
- Na tym, że pokazuje prawdziwą miłość. A w dzisiejszych czasach, nawet jak ludzie się bardzo lubią, czy kochają, to przestali to sobie okazywać. Być może nie przestali umieć to robić, ale nie mają już czasu? Życie pędzi, a mąż i żona rozmawiają np. o kredytach. A uczucie powolutku wygasa. My z Marianem (Opanią - przyp. red.) chcieliśmy pokazać, że miłość naszych bohaterów była, cały czas trwa i należy ją sobie okazywać.
- O pana Mariana również chciałem zapytać. To fantastyczny człowiek, świetny aktor. Ale podobno też maruda? (śmiech)
No, maruda. Ale ja mam na niego wpływ. Kiedyś wracaliśmy z planu do domu i on mówi: "O Boże, jaką ja mam okropną scenę jutro, ja tego się nie nauczę, ja tego nie zagram". Zapytałam, co to za scena. Opowiedział, o którą chodzi. A ja na to: "Marian, przecież to jest twoja najlepsza scena! Jak czytałam scenariusz, to bardzo się z niej śmiałam". Odpowiedział, że "niemożliwe". Zaczął czytać ją ponownie i wreszcie zauważył, jak bardzo jest ona dowcipna. Do tego stopnia, że i on, i ja, i nasz kierowca płakaliśmy ze śmiechu. Następnego dnia poszło mu fantastycznie.
- A to prawda, że na planie między panem Marianem, a panem Wiktorem Zborowskim panowały napięcia?
- Siedziałam obok. Oczywiście, dogryzają sobie. Ale robią to z takim poczuciem humoru, że ja po prostu pękałam ze śmiechu. Bardzo lubiłam być świadkiem ich rozmów. Wszystko jest między nimi w porządku. Znają się tyle, że ho, ho, ho.
- To na koniec naszej rozmowy - dlaczego warto wybrać się do kina na film "Dalej jazda 2"?
- Warto, bo zapowiada się, że druga część będzie równie fantastyczna, co pierwsza. Że da ludziom dużo radości, dużo spokoju i bardzo, bardzo dużo wzruszeń.
Rozmawiał Adrian Nychnerewicz
Zobacz naszą galerię: Małgorzata Rożniatowska w wieku 75 lat założyła suknię ślubną