Tomasz Schuchardt o "Domu dobrym": nie planowaliśmy cynicznie sukcesu
"Dom dobry", który jest jednym z najgłośniejszych polskich filmów ostatnich lat, budzi ogromne emocje. W sieci po premierze najnowszego dzieła Wojciecha Smarzowskiego wybuchła prawdziwa burza. Film o przemocy domowej okazał się tak realistyczny, że niektórzy nawet pod wpływem seansu postanowili zmienić swoje życie... Tomasz Schuchardt i Agata Turkot, czyli filmowi Grzesiek i Gośka, tak świetnie wcielili się w swoje role, że jeszcze długo po premierze dyskutowano o dziele, które z resztą zdobyło multum nagród. Zapytaliśmy Tomasza Schuchardta, czy robiąc ten film, zdawali sobie sprawę, że on aż tak będzie oddziaływał?
Zobacz również: Rola tak mroczna, że widzowie uwierzyli! Schuchardt odpowiada: "Czy ktoś myśli, że DiCaprio utonął?"
Poniekąd robiąc sztukę każdy z artystów ma takie wrażenie, że to będzie rezonować, że to zostanie z kimś na dłużej niż tylko na ten moment spotkania. Więc to założenie nie jest wymierzone, nie jest zaplanowane, nie jest cyniczne, ale jest gdzieś w środku motorem napędowym działań, więc wydaje nam się, że czytając scenariusz wiedziałem, że to będzie mocne kino. Ale tak jak powiedział producent Wojtek Gostomczyk: "Nigdy nie wiesz, czy przyjdzie na to 500 osób czy 2 miliony albo prawie trzy"
- powiedział w rozmowie z "Super Expressem" Schuchardt.
Tomasz Schuchardt: Pokazałem bestialstwo sytuacji przemocowej
Cieszymy się, że to tak się udało, a jednocześnie są jakieś wnioski z tego i to świadczy o tym, że po prostu temat był palący. Cieszę się, że Wojciech Smarzowski kolejny raz dał głos osobom, które albo nie miały szansy, albo nie mają siły na to, żeby ten głos z siebie wydobyć
- pokreślił aktor. Zapytaliśmy również, czy przyjmując tak ciężką rolę były jakieś wątpliwości, czy to jest dobry pomysł?
Jestem z zawodu aktorem, więc nie, ja nie mam takich wątpliwości. Staram się nie mieć wątpliwości. Przyjmując rolę wiedziałem, z kim będę to robił, czyli z Wojtkiem Smarzowskim, z którym zawsze chciałem się spotkać wcześniej. Miałem krótką szansę przy "Weselu" jego drugim. A więc w to się wchodzi po prostu, bo to jest Smarzol. Smarzol jest takim człowiekiem z którym się chce pracować. A czy ciężar roli? Każda rola w jakimś stopniu jest ciężka, ale też każda rola coś załatwia. Ta była bardzo ukierunkowana służebnie. Wydawało mi się, że jeśli mogę w takim charakterze wziąć udział, no to tylko w jakimś konkretnym celu i ten cel sobie wyznaczyłem, żeby pomóc jak najbardziej pokazać bestialstwo sytuacji przemocowej w rodzinie
- opowiedział nam Tomasz Schuchardt, który podczas festiwalu filmowego BellaTOFIFEST w Toruniu odebrał nagrodę Złotego Anioła za niepokorność twórczą.
Tomasz Schuchardt: Mam wspaniałą rodzinę, do której mogę się przytulić.
Aktor zapewnił także, że poradził sobie z wyjściem z roli przemocowca dzięki doświadczeniu i rodzinie.
Skończyłem szkołę teatralną i nauczyłem się tam, dostałem możliwość, wzbudzania emocji bez kosztów prywatnych. Oczywiście to tylko tak pięknie brzmi, bo to wiadomo, że trochę w tobie rezonuje i chodzi, ale ja mam na szczęście wspaniałą rodzinę, do której mogę się przytulić. Mam teraz też taki czas, w którym trochę pracuję, więc mogę sobie uciec w zupełnie inne rejony. Tak zresztą zrobiłem po "Domu dobrym" i nie zostało to we mnie na szczęście.
Prywatnie Tomasz Schuchardt jest mężem Kamili Kuboth-Schuchardt, również aktorki. Występowali razem w serialu "Bodo". W 2017 roku na świat przyszła córka pary Antonina, a w 2024 druga pociecha - Mira.
Zobacz również: Tomasz Schuchardt zagrał przemocowego męża. Teraz bywa wyzywany na ulicy!