Filip Chajzer i Bianka pojawili się razem w nowym odcinku podcastu, gdzie opowiedzieli o swojej miłości. Przy okazji ujawnili też kulisy zamieszania, które omal nie pokrzyżowało ich ślubnych planów. Jak się okazało, przygotowania do ślubu od początku nie przebiegały bez przeszkód. Problemy pojawiały się jeden po drugim, ale prawdziwy kryzys nadszedł dopiero na finiszu.
Zobacz także: Przed ślubem Bianka Chajzer otrzymała wyjątkową pamiątkę. Kryje się za nią tragiczna historia
Dzień przed uroczystością usłyszeli najgorszą wiadomość: ślubu nie będzie
Filip Chajzer i jego ukochana Bianka byli przekonani, że wszystkie wymagane formalności zostały dopięte na ostatni guzik. Podczas spotkania z księdzem okazało się jednak, że brakuje kluczowych dokumentów potwierdzających stan wolny przyszłych małżonków.
Jest dzień przed ślubem, późny wieczór. Proboszcz spojrzał na nas i zapytał o dokumenty z Urzędu Stanu Cywilnego. My patrzymy na siebie i nie wiemy, o czym mówi. Wtedy usłyszeliśmy, że bez nich ślub może się nie odbyć.
- opowiadali nowożeńcy.
Problem polegał na tym, że urząd był już zamknięty, a czasu praktycznie nie było. Dodatkowo Filip Chajzer i Bianka dowiedzieli się, że awaryjne rozwiązania również nie wchodzą łatwo w grę, gdyż nie mają zgody na zawarcie wyłącznie ślubu kościelnego. W jednej chwili pojawiła się wizja odwołania uroczystości, na którą przyjechali goście z różnych stron świata.
Ksiądz wtedy powiedział jedno zdanie. Ślub się nie odbędzie. Mi odeszły wody. Odeszły mi wody po prostu. Ja zemdlałem. Był jeden wytrych na to formalny, zgodnie z którym ślub mógł się odbyć. To znaczy, mógł to być ślub tylko i wyłącznie wyznaniowy. (...) To był nasz ewentualny ratunek, ale okazało się, że chwytamy się brzytwy, dlatego że zgody na takie rozdzielenie, może udzielić tylko i wyłącznie ze specjalnych powodów biskup. Co się okazało po telefonie do kurii? Że biskupa nie ma. I biskupa nie będzie. (...) Ksiądz mówi: Jest tylko jedna, jedyna ewentualność, że oni dla was otworzą ten urząd. (...) I teraz zaczyna się magia Krakowa
- wspominał Filip Chajzer w podcaście.
Telefon za telefonem. Ruszyła akcja ratunkowa
Filip Chajzer nie zamierzał jednak składać broni. Jak opowiadał, zaczął wykonywać kolejne telefony w poszukiwaniu kogokolwiek, kto mógłby pomóc rozwiązać problem. Dotarł do znajomej z Krakowa, którą poznał przy okazji prowadzenia gastronomicznego biznesu. I właśnie wtedy rozpoczął się prawdziwy ciąg nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Kobieta skontaktowała go z osobą, która znała pracownicę Urzędu Stanu Cywilnego. Ta z kolei miała dotrzeć do przełożonych i sprawdzić, czy istnieje szansa na ekspresowe załatwienie sprawy.
W sobotni poranek wszystko rozstrzygnęło się w ostatniej chwili
Według relacji Chajzera decyzja zapadła dosłownie rzutem na taśmę. Para otrzymała informację, że musi stawić się w urzędzie punktualnie o 9:00. Szczęśliwie dla pary młodej udało się dopełnić brakujących formalności i odebrać dokumenty niezbędne do zawarcia małżeństwa.
Dopiero wtedy przyszli nowożeńcy mogli odetchnąć z ulgą. Kilka godzin później stanęli przed ołtarzem i powiedzieli sobie sakramentalne "tak".
Dziś cała historia brzmi jak scenariusz komedii romantycznej. W tamtym momencie nikomu jednak nie było do śmiechu. Jedno przeoczenie mogło sprawić, że ceremonia nie doszłaby do skutku.