Tragiczne wydarzenia z ostatnich odcinków "M jak miłość" na długo zapiszą się w pamięci widzów. Śmierć Franki Zduńskiej, granej przez Dominikę Kachlik, była sceną, która zatrzymała oddech całej Polski. Bohaterka zmarła podczas operacji po nagłym pęknięciu tętniaka, pozostawiając po sobie nie tylko ból i niedowierzanie, ale także poruszające nagrania skierowane do męża, Pawła. Te pożegnalne słowa okazały się jednym z najbardziej intymnych momentów w historii serialu.
Śmierć to nie koniec? Twórcy "M jak miłość" zaskakują powrotem Franki
Po emisji feralnego odcinka w mediach społecznościowych zawrzało. Fani nie kryli żalu i rozpaczy, a część z nich skierowała swoje pretensje w stronę scenarzystów. W obronie twórców szybko stanęła jednak sama aktorka. Dominika Kachlik otwarcie przyznała, że to ona podjęła decyzję o zakończeniu swojej przygody z serialem. Podkreśliła, że nikt jej nie zmuszał do odejścia, a zmiana była przemyślanym krokiem w jej karierze.
Mimo to Franka nie znika całkowicie z ekranów. W kolejnym odcinku widzowie zobaczą ją ponownie, tym razem w formie wspomnień i dodatkowych scen nagranych jeszcze przed jej odejściem. Aktorka zdradziła, że produkcja celowo zaplanowała takie rozwiązanie, by emocjonalnie domknąć historię bohaterki i pozwolić widzom oswoić się z jej stratą. To swoista "obecność po drugiej stronie", która ma dodać historii głębi i wzruszeń.
Moje ostatnie dni na planie były we wrześniu. Produkcja i scenarzyści, wiedząc, że to są moje ostatnie chwile z serialem, wymyślili trochę takich scen, które będą emitowane po śmierci Franki: wiecie, taka trochę "Franka z zaświatów" - powiedziała w swoich mediach społecznościowych Kachlik.
Zobacz też: Najpierw uśmiercili bohaterkę. A teraz jeszcze to. Mroczek znika z "M jak miłość"!
Zobacz naszą galerię: Śmierć to nie koniec? Twórcy "M jak miłość" zaskakują powrotem Franki