Syn Joanny Kołaczkowskiej o pierwszych objawach choroby mamy. Ten telefon go zaniepokoił

Joanna Kołaczkowska jeszcze na początku kwietnia 2025 r. próbowała normalnie funkcjonować, choć jej samopoczucie wyraźnie się pogarszało. Pierwsze sygnały, że dzieje się coś niedobrego, zauważył jej syn Adam Kołaczkowski. Wystarczyła jedna krótka rozmowa telefoniczna, by nabrał podejrzeń i stanowczo zalecił mamie wizytę u neurologa. Dziś wyznał, jak wyglądały ostatnie tygodnie jego mamy przed diagnozą.

Joanna Kołaczkowska zmarła w lipcu 2025 r. Kilka miesięcy wcześniej poinformowano, że zmaga się z nowotworem. Dopiero po jej śmierci ujawniono, że chorowała na glejaka. Teraz do początków choroby wrócili jej najbliżsi. W podcaście Magdy Mołek "W moim stylu" o niepokojących sygnałach opowiedzieli syn artystki Adam Kołaczkowski oraz jej szwagier Dariusz Kamys.

Syn zauważył zmianę u Joanny Kołaczkowskiej

Adam Kołaczkowski wspominał, że 1 kwietnia 2025 r. rozmawiał z mamą o jej samopoczuciu. Joanna Kołaczkowska skarżyła się wówczas na ból głowy, który utrzymywał się już od tygodnia. Szczególnie dokuczał jej podczas wstawania. Syn zwrócił uwagę również na coś innego. Po obiedzie artystka nie miała ochoty wybrać się na spacer, choć wcześniej zwykle chętnie z niego korzystała.

Tydzień później odbyli kolejną rozmowę telefoniczną. Tym razem Adam Kołaczkowski nie miał już wątpliwości, że z jego mamą dzieje się coś niedobrego. Zaniepokoiła go przede wszystkim nagła zmiana jej zachowania. Jak opowiadał, wcześniej potrafili rozmawiać przez telefon nawet dwie godziny, poruszając najróżniejsze tematy. Tym razem wystarczyły zaledwie trzy minuty.

Syn artystki postanowił nie czekać i powiedział jej, że koniecznie powinna udać się do lekarza, najlepiej neurologa.

W czwartek lekarz, w piątek okrutna diagnoza

Potrafiliśmy gadać przez dwie godziny, obgadując wszystko od ostatnich nagród Grammy do FAME MMA. Wtedy trzy minuty i ona już miała dość, tak się źle czuła. To dla mnie było dosyć dziwne. Powiedziałem jej wtedy (...) żeby poszła koniecznie do lekarza, do neurologa. Ona powiedziała, że pójdzie w czwartek. W piątek miała już wyniki rezonansu czy tomografii. W niedzielę już w szpitalu się spotkaliśmy. To była połowa kwietnia

- wspominał Adam Kołaczkowski w rozmowie z Magdą Mołek.

Dariusz Kamys zdradził, czego Aśka wcześniej nie robiła

Niepokojące sygnały zauważyli również współpracownicy artystki. Dariusz Kamys opowiadał, że szczególnie zaniepokoiła ich sytuacja, w której Kołaczkowska oznajmiła, że nie jest w stanie uczestniczyć w próbie. W przypadku tak zdyscyplinowanej i zaangażowanej w pracę osoby było to coś zupełnie nieoczekiwanego.

Podczas wyjazdu w trasę artystkę nadal bolała głowa. Jedna z jej przyjaciółek przepisała jej leki na migrenę. Przyniosły ulgę, co na pewien czas uspokoiło otoczenie Joanny Kołaczkowskiej.

Dariusz Kamys wrócił także do momentu, w którym artystka dowiedziała się o diagnozie. Jak podkreślał, jej reakcja była zaskakująca. Nie było w niej ani złości, ani buntu. Zamiast tego pojawiły się spokój i łagodność, choć rokowania od początku były bardzo złe.

To było bardzo takie, aż wręcz dziwne takie. Nie było w niej ani złości, ani wściekłości. Każda z tych emocji byłaby uzasadniona. A w niej był spokój, jakaś taka łagodność, nawet jakiś uśmiech. Chociaż od początku diagnoza była absolutnie beznadziejna. Nie dawała żadnych szans.

Czytaj też: Spoczywają tu Szymborska, Wodecki i Matejko. Cmentarz Rakowicki kryje groby wielkich Polaków

Pogrzeb Joanny Kołaczkowskiej. Pojawił się prawdziwy tłum
Sonda
Tęsknisz za Joanną Kołaczkowską?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI