Polsat ponownie postawił na Toruń jako centrum sylwestrowej zabawy, zapraszając na scenę zarówno polskich, jak i zagranicznych artystów. Jednym z najmocniejszych punktów programu miał być właśnie Thomas Anders. Niemiecki wokalista od dekad kojarzony jest z przebojami, które do dziś rozbrzmiewają na parkietach i radiowych playlistach.
Jak informowały media, honorarium artysty miało sięgnąć imponującej kwoty – według ustaleń gazety "Fakt" było to blisko 100 tysięcy euro, czyli ponad 400 tysięcy złotych. Taka stawka tylko podkręciła oczekiwania wobec jego występu.
Fala hejtu na Thomasa Andersa w sieci
Występ Thomasa Andersa podczas sylwestrowej noc Polsatu zamiast entuzjazmu wywołał burzę w mediach społecznościowych. Widzowie bardzo szybko zaczęli komentować występ muzyka, zarzucając mu korzystanie z playbacku. Internauci zwracali uwagę na brak spójności między tym, co słyszeli, a tym, co widzieli na ekranie, podważając autentyczność wykonania.
W komentarzach dominowało rozczarowanie – część osób pisała wprost, że przy tak wysokim honorarium oczekiwała występu na żywo, inni ironizowali, że nawet udawanie śpiewania nie wypadło przekonująco. Pojawiły się też głosy, że to kolejny przykład sylwestrowego koncertu, w którym "kasa się zgadza, a reszta schodzi na dalszy plan".
Tak bezczelnego playbacku to żem się nie spodziewał. Polsat weźcie kamerę na niego nie kierujcie, bo ten Thomas Anders z Modern Talking kompletnie co innego śpiewa;
Na dzień dobry Playback od gwiazdy Modern Talking;
Anders, nawet z playbacku nie potrafi udawać;
Nie no super. Nie ma to jak śpiewanie z playbacku za gruby hajs. Żenada;
Playback, jak co roku to samo, ale kasa się zgadza.
Choć Thomas Anders bez wątpienia pozostaje ikoną muzyki pop i dla wielu fanów jest symbolem złotej ery Modern Talking, sylwestrowy występ w Toruniu pokazał, że widzowie domagają się autentyczności, zwłaszcza podczas wydarzeń transmitowanych na żywo i reklamowanych jako muzyczne święto.