Jedna róża i pałeczki przy urnie. Tak wyglądało pożegnanie aktora
We wtorek 18 sierpnia w Białymstoku odbyło się ostatnie pożegnanie Andrzeja Beya-Zaborskiego. Aktor znany przede wszystkim z roli komendanta Henryka w serii "U Pana Boga..." zmarł w wieku 75 lat. Wśród wielu wzruszających momentów ceremonii szczególnie wymowny okazał się widok znajdujący się przy jego urnie. Położono tam pałeczki do perkusji - symbol jego młodzieńczej fascynacji muzyką.
Zobacz też: "Jest już u Pana Boga w ogródku". Poruszające słowa na pogrzebie Andrzeja Beya-Zaborskiego
Uwagę na pogrzebie przykuł jeden przedmiot. Położono go przy urnie aktora
Andrzej Beya-Zaborski przez lata zachwycał widzów swoim talentem aktorskim. Dla wielu osób na zawsze pozostanie komendantem Henrykiem z produkcji Jacka Bromskiego. Jego charakterystyczna postać pojawiła się w filmach "U Pana Boga za piecem", "U Pana Boga w ogródku", "U Pana Boga za miedzą" oraz "U Pana Boga w Królowym Moście". Jednak życie aktora nie od początku związane było ze sceną. Zanim wybrał aktorstwo, ważne miejsce zajmowała w nim muzyka. Właśnie dlatego podczas jego pogrzebu pojawiły się przedmioty, które w symboliczny sposób przypomniały o tej części jego historii.
Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Białymstoku. Msza żałobna rozpoczęła się o godz. 10.30 w kaplicy na Cmentarzu Farnym przy ul. Raginisa. W ostatniej drodze aktorowi towarzyszyli najbliżsi, przyjaciele, współpracownicy oraz przedstawiciele środowiska artystycznego. Wcześniej rodzina zwróciła się do osób, które chciały uczcić pamięć aktora, z prośbą o zrezygnowanie z kwiatów. Zamiast nich zachęcano do wsparcia Fundacji "Pomóż Im", prowadzącej hospicjum dla dzieci.
Zobacz też: Nie żyje Andrzej Beya-Zaborski. Aktor znany z "U Pana Boga za piecem" miał 75 lat
Najbardziej charakterystycznym elementem przy urnie były jednak pałeczki perkusyjne. Ich obecność miała szczególne znaczenie. Przypominały bowiem o czasach, kiedy muzyka była jedną z największych pasji przyszłego aktora. Dla osób zgromadzonych na pogrzebie nie był to więc zwykły przedmiot. Pałeczki stały się swoistym symbolem całej drogi artystycznej Beya-Zaborskiego. Z jednej strony przypominały o młodości i muzycznych zainteresowaniach, z drugiej - towarzyszyły mu już podczas ostatniego pożegnania.
Tuż obok znalazła się jedna czerwona róża. Minimalistyczny zestaw miał przez swoją prostotę jeszcze mocniej przyciągać uwagę. Bez wielu ozdób, za to z przedmiotem mocno związanym z życiem zmarłego.
Aktor przez blisko cztery dekady był związany z Białostockim Teatrem Lalek. Jednak największą rozpoznawalność przyniosły mu role filmowe. Postać komendanta Henryka z "U Pana Boga..." sprawiła, że pokochały go kolejne pokolenia Polaków.
Podczas ceremonii wspominano jego dorobek, talent i charakter. Nie zabrakło także odniesień do kultowej roli, która na zawsze połączyła nazwisko aktora z filmowym światem Wilkowyj. Prof. Wiesław Czołpiński w swojej laudacji zdecydował się na szczególnie wymowne zakończenie. Nawiązując do najbardziej znanej roli Beya-Zaborskiego, powiedział: "Jest już u Pana Boga w ogródku".
Zobacz też: Zanim Andrzej Beya-Zaborski został aktorem, grał na perkusji. Muzyka była jego pierwszą miłością
Zobacz naszą galerię: Uwagę na pogrzebie przykuł jeden przedmiot. Położono go przy urnie aktora