Wojciech Wysocki wspomina "Miodowe lata". Zdradził, co było siłą kultowego serialu!

"Miodowe lata" do dziś bawią kolejne pokolenia widzów. Choć od premiery kultowego sitcomu minęło już wiele lat, produkcja wciąż cieszy się ogromną sympatią publiczności. Wojciech Wysocki, który wcielał się w inspektora Kopka, wrócił wspomnieniami do pracy na planie serialu. Aktor zdradził, co jego zdaniem przesądziło o sukcesie produkcji i dlaczego nagrania z udziałem prawdziwej publiczności miały tak duże znaczenie.

Tak powstawały „Miodowe lata”! Wysocki ujawnił kulisy, o których widzowie mogli nie wiedzieć

Wojciech Wysocki przez lata swojej kariery wcielał się w bardzo różnorodne postacie. Jak sam przyznaje, początkowo był kojarzony przede wszystkim z rolami dramatycznymi. Dopiero po ponad dwóch dekadach pracy na scenie pojawiła się szansa na przełamanie tego wizerunku. Dużą rolę odegrał w tym Jerzy Bończak, który zaproponował mu występ w komedii w Teatrze Komedia. Później przyszły kolejne propozycje, w tym udział w "Miodowych latach". Rola inspektora Kopka sprawiła, że aktor zaczął otrzymywać coraz więcej komediowych angaży.

W rozmowie z "Super Expressem" Wysocki przyznał, że komedia stała się z czasem jego zawodowym przekleństwem. Nie oznacza to jednak, że nie ceni tego gatunku. Wręcz przeciwnie. Podkreśla, że rozśmieszanie publiczności wymaga dużych umiejętności, a prawdziwa komedia nie powinna opierać się na najprostszych chwytach.

Dostałem kilka odcinków "Miodowych lat", gdzie grałem inspektora Kopka. To się na tyle spodobało, że później zacząłem być obsadzany właściwie wyłącznie w rolach komediowych. Nie znaczy to, że mnie to męczy, bo komedia jest bardzo trudną sztuką. Trzeba, zachowując klasę i pewien poziom, rozśmieszyć publiczność. Są sposoby bez klasy, którymi można rozśmieszać widzów, ale staram się ich nie stosować. Po co? Wystarczy rzucić ze sceny przekleństwo i już mamy reakcję. To są jednak tanie sposoby... - mówi nam Wojciech Wysocki.

Takiego sitcomu już nie ma! Wojciech Wysocki wrócił pamięcią do "Miodowych lat"

Aktor wspomina, że przez pewien czas grał bardzo dużo fars i ról komediowych. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Na jego koncie są także poważniejsze przedsięwzięcia, między innymi rola Ludwika XIV oraz monodram "Życiorys", w którym prezentuje poezję Zbigniewa Herberta. Nie wyklucza jednak kolejnego powrotu do komedii, zwłaszcza jeśli trafi na odpowiedni scenariusz.

Mówię, że komedia była moim przekleństwem, bo jeszcze jakieś pięć lat temu grałem za dużo komedii i fars. Teraz już nie jest tak źle. Zagrałem Ludwika XIV, więc można mówić do mnie "Królu Złoty". Gram też od lat monodram "Życiorys", w którym mówię poezję Herberta. To są rzeczy o wiele poważniejsze (...) Pewnie jednak niedługo z Czarkiem Żakiem jako reżyserem zaczniemy coś komediowego. Wszystko zależy od tekstu i jakości napisanej roli. Aktor bez dobrego tekstu nic nie zrobi - wyjawił "Super Expressowi".

Wysocki ujawnił, dlaczego zrezygnowano z tego w "Miodowych latach". Poszło o pieniądze!

Jednym z seriali, które szczególnie zapisały się w jego zawodowych wspomnieniach, są właśnie "Miodowe lata". Wysocki podkreśla, że produkcja była początkiem jego współpracy z producentem Maciejem Strzemboszem. Później spotkali się również przy sitcomie "Kocham Klarę", jednak ten projekt zakończył się po jednym sezonie.

Co sprawiło, że "Miodowe lata" zdobyły tak wielką popularność? Zdaniem aktora kluczowe były przede wszystkim świetnie napisane dialogi oraz znakomite aktorstwo. Wysocki zwraca również uwagę na sposób realizacji sitcomu, który znacząco różnił się od tego, jak powstają współczesne produkcje.

Szczególnie dobrze wspomina nagrania z udziałem publiczności. Ekipa pracowała nad materiałem przez kilka dni, a w piątek na planie pojawiali się widzowie. Po próbie odbywało się nagranie, podczas którego można było usłyszeć autentyczne reakcje publiczności.

Z czasem zrezygnowano jednak z takiego rozwiązania. Jak wyjaśnia aktor, powodem były przede wszystkim koszty. Długie próby i zapraszanie publiczności na nagrania wymagały większych nakładów finansowych. W jego ocenie właśnie ten sposób realizacji nadawał "Miodowym latom" wyjątkowy charakter.

Tak, i to było siłą tego serialu. Próbowaliśmy jak w teatrze. Normalnie przez chyba cztery dni w tygodniu, a później przychodził piątek i prawdziwa publiczność. Była jedna próba i jedno nagranie z udziałem widzów, z autentycznym śmiechem. To nie był śmiech z puszki. To był prawdziwy śmiech i naprawdę było to słychać. Później oczywiście to zlikwidowano. Dlaczego? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. To było po prostu za drogie: długie próby i prawdziwa publiczność - wyznał nam aktor.

Wojciech Wysocki na planie Rancza

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI