Bogdan Kalus porównał dawne "Ranczo" z dzisiejszą telewizją. Padły miliony!
"Ranczo" przez lata cieszyło się ogromną popularnością. Losy mieszkańców Wilkowyj śledziły miliony widzów, a bohaterowie produkcji na stałe zapisali się w pamięci publiczności. Nic więc dziwnego, że informacja o powrocie serialu po dziesięciu latach wywołała spore emocje. Dla fanów to okazja, by ponownie spotkać się z ulubionymi postaciami. Dla aktorów – powrót do świata, który przed laty stał się ważną częścią ich zawodowego życia.
Bogdan Kalus w rozmowie z "Super Expressem" przyznaje jednak, że nie chce z góry ogłaszać wielkiego sukcesu. Jego zdaniem ostateczna ocena będzie możliwa dopiero wtedy, gdy widzowie zobaczą nowe odcinki. Aktor zwraca uwagę, że zmieniły się również przyzwyczajenia publiczności. Dziś telewizja konkuruje ze streamingiem i internetem, dlatego wyników oglądalności sprzed lat nie da się łatwo zestawiać z obecnymi.
Scenariuszowo wszystko się zgadzało, ale najważniejszy jest efekt końcowy. Będę spokojny o ten powrót, jeśli oglądalność osiągnie, choć połowę tego, co kiedyś. Gdyby było pięć milionów widzów, to byłby świetny wynik. W trzeciej czy czwartej serii mieliśmy odcinki oglądane przez dziesięć milionów ludzi. Dzisiaj trudno porównywać te liczby, bo widzowie przestali oglądać telewizję w taki sposób jak kiedyś. Korzystają ze streamingu i internetu - mówi nam Bogdan Kalus.
Miliony Polaków czekały na każdy odcinek "Rancza". Kalus ujawnił szokującą liczbę
Nowe sześć odcinków aktor traktuje jednak przede wszystkim jako zamknięcie pewnego rozdziału. Nie ukrywa, że widzowie chcieliby kolejnych sezonów, ale jego zdaniem nie można ignorować tego, jak wiele zmieniło się przez ostatnią dekadę. Brakuje osób, które współtworzyły wyjątkowy charakter serialu. Nie ma już scenarzysty, Pawła Królikowskiego, Franciszka Pieczki ani operatora Włodzimierza Głodka.
Te sześć odcinków traktuję trochę jak zamknięcie pewnego rozdziału. Wiem, że widzowie proszą o więcej, czasami nawet grożą, że będą domagać się kolejnych sezonów, ale to nie takie proste. Nie ma już scenarzysty, nie ma Pawła Królikowskiego, nie ma Franka Pieczki, nie ma też Włodka Głodka, operatora. Nie wracajmy na siłę do czegoś, co miało swój czas. Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny niepokonanym - mówi "Super Expressowi" Kalus.
Co ciekawe, sam aktor początkowo nie był przekonany do pomysłu realizacji nowych odcinków. Miał spore wątpliwości, czy po tak długiej przerwie uda się odtworzyć atmosferę, za którą widzowie pokochali "Ranczo". Wszystko zmieniło się, gdy otrzymał scenariusz. Po lekturze uznał, że historia zachowała swój dawny charakter.
Na początku byłem bardzo sceptycznie nastawiony do pomysłu nowych odcinków. Kiedy jednak dostałem scenariusz i go przeczytałem, zobaczyłem, że wszystko się zgadza. To było stare, dobre "Ranczo". Nie miałem już obaw - przyznał nam aktor.