Zaczęło się od jednej rozmowy
Leon Niemczyk miał na koncie setki ról, a jego obecność na planie "Rancza" była dla ekipy wyjątkowym wydarzeniem. Jak jednak doszło do tego, że aktor pojawił się w popularnym serialu? Kulisy tej historii dobrze pamięta Piotr Pręgowski, czyli serialowy Pietrek.
Pewnego dnia spotkał się z producentem Maciejem Strzemboszem. Rozmawiali, gdy nagle zadzwonił telefon. Po krótkiej rozmowie producent wyglądał na zmartwionego. W końcu powiedział:
No, to nie mam aktora.
Pręgowski od razu zapytał, o jaką rolę chodzi i czy może jakoś pomóc. Kiedy usłyszał wyjaśnienie, przypomniał sobie o człowieku, którego kilka dni wcześniej widział na festiwalu w Międzyzdrojach.
Zobacz również: Gwiazda kina dołącza do ekipy "Na Wspólnej". Z jednym z aktorów ma dziecko
Widziałem go kilka dni wcześniej na festiwalu w Międzyzdrojach, obserwowałem go z ciekawością. Niezwykły człowiek. Maciek zastanowił się i rzekł: "Tak, Leon". I tak to się zaczęło.
Pokorny gwiazdor na planie z "Rancza"
Tym człowiekiem był oczywiście Leon Niemczyk. Tak rozpoczęła się jego przygoda z "Ranczem", a serialowa ekipa zyskała nie tylko znakomitego partnera do pracy, ale również wyjątkową osobowość.
Reżyser nie mógł uwierzyć w jego skromność. O aktorze, który zagrał w setkach produkcji, można było powiedzieć wiele. Wojciech Adamczyk, reżyser "Rancza", szczególnie zapamiętał jednak jego stosunek do pracy i ludzi.
Z jednej strony miało się poczucie obcowania z legendą polskiego kina, bo jego dorobek filmowy to kilkaset tytułów. Aż trudno uwierzyć, że jeden człowiek mógł wziąć udział w tylu produkcjach.
Zaraz potem podkreślał, że wielki dorobek i zawodowa pozycja nie sprawiły, że Niemczyk zaczął traktować innych z góry. Przeciwnie. Aktor był pokorny, doskonale przygotowany i uważnie słuchał wskazówek.
Czytaj koniecznie: Będzie film o Annie Jantar. Rozpoczęto poszukiwania aktorki
Adamczyk wspominał nawet sytuacje, które wprawiały go w zakłopotanie. Kiedy podchodził do Niemczyka siedzącego na słynnej ławeczce, by przekazać mu jakąś uwagę, aktor natychmiast wstawał.
Panie Leonie, niech pan siądzie, błagam, to głupia sytuacja, by pan tak wstawał
- prosił reżyser.
Nie nie. To przecież pan jest reżyserem
- odpowiadał Leon Niemczyk.
"Taki męski wdzięk"
Pan Leon miał taki niesamowity wdzięk. Ale taki… męski. Sposób, w jaki rozmawiał, budził sympatię kobiet, co oczywiste, ale też, co już mniej oczywiste, sympatię mężczyzn. To niesamowite, ale jego się lubiło od pierwszego z nim kontaktu
- dodał Adamczyk.
Reżyser wspominał też bezpośredniość Niemczyka, który nie stwarzał dystansu i nie zachowywał się jak niedostępna gwiazda. Miał w sobie coś z "brata łaty", ale jednocześnie pozostawał człowiekiem szlachetnym. Szczególne wrażenie robił jego sposób odnoszenia się do kobiet. Zwracał się do nich z elegancją, humorem i szacunkiem, a jego opowieści potrafiły oczarować słuchaczy.
"Wszystkie baby przy nim"
Magdalena Waligórska, która w "Ranczu" wcielała się w Wioletkę, również zapamiętała, jak Niemczyk potrafił skupić wokół siebie ludzi. Wspominała pierwszy wieczór przed rozpoczęciem zdjęć.
Przyjechała do hotelu razem z Agnieszką Kamelą, wówczas sekretarką produkcji, a później drugim reżyserem. Obie jako pierwsze zeszły na kolację. Wkrótce dołączyli pozostali członkowie ekipy, a przy stole pojawił się również Niemczyk.
W pewnym momencie przy aktorze zebrała się spora grupa kobiet: aktorki, dziewczyny ze scriptu i makijażystki. Widok ten wywołał komentarz ze strony męskiej części towarzystwa.
Kurwa mać! Jak on to robi? Wszystkie baby przy nim
- mieli komentować zazdrośni koledzy.
Niemczyk nie musiał robić wiele, by zdobywać sympatię. Otoczony kobietami, opowiadał anegdoty, żartował i zachowywał się niezwykle elegancko. Jak wspominała Waligórska, każda z obecnych czuła się przy nim wyjątkowo.
Leon Niemczyk umiał pić
O towarzyskich wyczynach Leona Niemczyka krążyły legendy. Wojciech Adamczyk podkreślał jednak, że niezależnie od tego, co działo się poza planem, aktor nigdy nie sprawiał problemów podczas pracy.
Nigdy. Zawsze był przygotowany, zawsze grał, tak jak trzeba, bez względu na warunki. Niesamowita osobowość
- mówił reżyser.
Jedną z najbardziej pamiętnych historii opowiedział Paweł Królikowski, serialowy Kusy. Pewnego wieczoru w hotelowej restauracji w Mińsku Mazowieckim siedział z Niemczykiem przy herbacie. Była około godz. 22. Wtedy do lokalu weszło czterech pilotów z pobliskiego lotniska.
Jeden z nich podszedł do aktorów, zasalutował, przedstawił się i zaprosił Niemczyka na wspólną "pięćdziesiątkę wódeczki". Dla pilotów możliwość spędzenia czasu z tak znanym aktorem była zaszczytem. Niemczyk przyjął zaproszenie. Co wydarzyło się później? Paweł Królikowski urwał opowieść, by przenieść słuchaczy do następnego poranka.
Około wpół do siódmej jadł śniadanie przed kolejnym dniem zdjęciowym, gdy do restauracji wszedł Niemczyk. Jak zwykle elegancki i nienagannie ubrany, usiadł obok kolegi. Królikowski zapytał go o pilotów. Wtedy aktor zaproponował, że pokaże mu, jak zakończyła się poprzednia noc.
"Po Leonie spłynęło jak woda po kaczce"
W hotelowym holu leżeli wszyscy czterej piloci.
Natomiast po Leonie spłynęło jak woda po kaczce
- śmiał się Królikowski.
Do anegdoty dołączył Bogdan Kalus, czyli serialowy Hadziuk. Jak opowiadał, piloci mieli wcześniej zaznaczyć, że wypiją tylko skromnie, ponieważ o wpół do dziewiątej muszą wsiąść do odrzutowców, wznieść się na wysokość 12 tys. metrów i odbyć ćwiczenia. Plany te najwyraźniej nie zostały zrealizowane zgodnie z zamierzeniami.
Kalus wspominał również, że później mężczyźni pytali barmana, czy zna jakiegoś lekarza, bo podejrzewali, że się zatruli.
Piotr Pręgowski dorzucił jeszcze jeden komentarz, który do dziś bawi miłośników serialu. Jak twierdził, słyszał, że piloci tego dnia jednak latali. Tyle że, jak zażartował, "do toalety".
Ta historia pokazywała nie tylko towarzyską stronę Niemczyka. Koledzy pamiętali go również jako człowieka, który potrafił rozładować atmosferę i zostawić po sobie wspomnienia, do których wracano z uśmiechem.
"Stara szkoła". Tego Leon Niemczyk nie odpuszczał
Za barwnymi opowieściami kryła się jednak zawodowa dyscyplina. Dla Wojciecha Adamczyka Niemczyk był przedstawicielem pokolenia aktorów, dla których przygotowanie do pracy i szacunek dla całej ekipy stanowiły podstawę zawodu.
Reżyser zwracał uwagę, że aktor nigdy nie pozwalał sobie na przychodzenie na plan bez znajomości tekstu czy w stanie niepozwalającym na pracę.
Może się starzeję, ale w takim przypadku zaczynam używać określenia "stara szkoła". Pewien system wartości, system podejścia do pracy. Na pewne rzeczy Leon Niemczyk nie mógł sobie pozwolić - nie mógł przyjść na plan nieprzygotowany, nie znając tekstu, nie będąc w pełnej gotowości do pracy.
Adamczyk podkreślał, że prawdziwa wielkość nie polega na wymaganiu specjalnego traktowania. Najwięksi artyści potrafią być skromni, bo rozumieją, że praca na planie nie służy wyłącznie reżyserowi czy producentowi, lecz przede wszystkim sztuce i widzom.
Sylwester Maciejewski również nie ukrywał, jak bardzo brakowało mu starszego kolegi.
Brakuje go. Wykruszają się nam pewne autorytety, ale niestety nie widać ich następców. Życzę każdemu aktorowi, żeby spotkał na swojej drodze takiego partnera do gry i współpracy.
Nie chciał odejść z "Rancza"
Najbardziej poruszające wspomnienia dotyczą jednak ostatniego etapu pracy aktora przy serialu. Po pierwszym sezonie Niemczyk zachwycił widzów swoją kreacją. Sam wymyślił charakterystyczne elementy wyglądu postaci: kapelusik, kilkudniowy zarost i lekko zachrypnięty głos. Dzięki temu stworzył wyrazistego bohatera, który stał się autorytetem dla bywalców ławeczki.
Czytaj też: Młodziutki gwiazdor Instagrama wyrwał matkę Julii Wieniawy. Chodziła z nim za rękę po Sopocie
Między pierwszym a drugim sezonem "Rancza" stan zdrowia Leona Niemczyka zaczął się pogarszać.
Pan Leon gasł w oczach, ale nie chciał odchodzić z serialu. My też tego nie chcieliśmy, w ogóle nie było takich planów, ale też wiedzieliśmy, że musimy zrealizować Ranczo w przewidzianym czasie
- wspominał Wojciech Adamczyk.
Sytuacja była trudna dla całej ekipy. Scenarzysta przygotował aż cztery wersje scenariusza, aby znaleźć rozwiązanie pozwalające kontynuować pracę mimo pogarszającego się stanu zdrowia Niemczyka.
Wtedy pojawił się pomysł, by do serialu wprowadzić Franciszka Pieczkę jako brata Japycza. Początkowo jego udział miał być uzależniony od możliwości Niemczyka. Jeśli Leon byłby w stanie zagrać daną scenę, robiłby to sam. Jeśli nie, jego miejsce zajmowałby Pieczka.
Franciszek Pieczka zgodził się pomóc koledze. Z czasem przejął całość przewidzianych dla niego scen, a w "Ranczu" pojawiła się nowa postać. Adamczyk podkreślał, że taka postawa wymagała wielkiego serca i talentu, a także umiejętności postawienia dobra drugiego człowieka ponad własnymi ambicjami.
Na planie drugiego sezonu Niemczyk był już bardzo chory. Towarzyszyła mu pielęgniarka, potrzebował też silnych leków. Mimo bólu i postępującej choroby nie chciał rezygnować z grania. Dopóki mógł pracować, starał się wykonywać swoje zadania.
Jak wspominał reżyser, aktor powiedział komuś, że chciałby umrzeć na planie "Rancza". Na szczęście do tego nie doszło. Adamczyk przyznawał, że nie wie, jak ekipa poradziłaby sobie z tak dramatycznym wydarzeniem.
Ostatnia scena na ławeczce. Tego widoku nie da się zapomnieć
Jednym z najbardziej przejmujących momentów drugiego sezonu jest scena pożegnania bywalców ławeczki. Bohaterowie odchodzą, a ten jeden raz podają sobie ręce na do widzenia. Na ławce zostają puste butelki. Kolejni mężczyźni żegnają się z tym miejscem, aż w końcu Franciszek Pieczka odjeżdża wózkiem z Leonem Niemczykiem.
Ławeczka zostaje pusta.
W "Ranczo" najlepiej
Dla Wojciecha Adamczyka nagrywanie tej sceny miało szczególny wymiar. Czuł, że może być ostatnią, którą zrealizuje z udziałem Niemczyka. I rzeczywiście tak się stało.
Podczas hucznie obchodzonych 80. urodzin w rodzinnej Łodzi Leon Niemczyk udzielił wywiadu radiowego, w którym mówił o swoim dorobku i doświadczeniach zawodowych. Przyznał wówczas, że najlepiej czuł się na planie serialu "Ranczo", ponieważ wcześniej nie spotkał się z taką atmosferą i tak zgraną ekipą.
To wyjątkowe świadectwo człowieka, który przez dekady pracował z wieloma znakomitymi artystami. Dla twórców "Rancza" jego obecność była zaszczytem, ale i lekcją aktorstwa. Pokazał im, że można być legendą, nie tracąc skromności, poczucia humoru ani szacunku do innych.
Nie przegap: Dominika Serowska i Marcin Hakiel wybrali imię dla córki! Będziecie w szoku
Najważniejsze role Leona Niemczyka
Leon Niemczyk przez dziesięciolecia należał do najbardziej rozpoznawalnych aktorów polskiego kina. Wystąpił w takich filmach jak "Pociąg" Jerzego Kawalerowicza, "Nóż w wodzie" Romana Polańskiego, "Krzyżacy", "Baza ludzi umarłych", "Sztos", czy "Vabank" Juliusza Machulskiego. Widzowie mogli go oglądać również w "Wielkim Szu", "Akademii Pana Kleksa" i hicie "Chłopaki nie płaczą". Na koncie miał setki ról filmowych i telewizyjnych. Widzieliśmy go także w popularnych serialach, m.in.: "Świat według Kiepskich", "Pierwsza miłość", "Złotopolscy", "Na dobre i na złe", "Miodowe lata", "Klan", "W labiryncie", "07 zgłoś się". W 2006 r. dołączył do obsady "Rancza", gdzie wcielił się w Jana Japycza.