Spis treści
Doda to niekwestionowana ikona polskiej sceny muzycznej, która od lat elektryzuje opinię publiczną. Jej burzliwe życie uczuciowe to gotowy scenariusz na film, a medialne wojny z Agnieszką Woźniak-Starak czy Justyną Steczkowską przeszły już do legendy rodzimego show-biznesu. Ostatnio jednak atmosfera wokół piosenkarki zgęstniała. Wszystko za sprawą serii wywiadów jej byłego męża, Emila Stępnia, które sprowokowały w sieci lawinę nieprzychylnych komentarzy. Internauci zaczęli głośno zastanawiać się, czy artystka kiedykolwiek zapłaciła za swoje afery. Czy show-biznes faktycznie przymyka oko na jej wybryki?
Doda zapewnia, że poniosła karę za afery
Wokalistka postanowiła uciąć te spekulacje raz na zawsze przy okazji promocji swojego serialu. W rozmowie z reporterem serwisu Eska.pl, gwiazda odniosła się do zarzutów o bezkarność, nie kryjąc przy tym sporego zaskoczenia taką narracją internautów. Przypomniała niedowiarkom, że wcale nie jest pupilką wszystkich mediów, wyliczając bolesne bany w stacjach telewizyjnych, które dotknęły ją zarówno u nadawców publicznych, jak i komercyjnych.
Co? Jak nie poniosłam? Nie występowałam w TVN-ie przez 10 lat, nie występowałam w Telewizji Polskiej przez 10 lat. Nie mogłam występować na festiwalach, miałam zablokowane 2/3 mojej muzyczno-estradowej drogi. Większość spraw w sądzie wygrywam, ale te, które przegrywam, są dosyć dotkliwe. Ponoszę te konsekwencje. Nie rozumiem, jakie jeszcze miałabym ponieść. Mam wrażenie, że ludziom brakuje takiego zezwierzęcenia jak za czasów Cezara i walk gladiatorów, że lud żąda krwi, ukamienowania, zniszczenia, skopania leżącego. Wtedy mieliby satysfakcję, że ktoś nie jest w stanie się podnieść. Jak ktoś ma godność i cały czas idzie do przodu, mimo swoich porażek i problemów cały czas prze, to ich to tak drażni, że szok - wyliczała w wywiadzie dla ESKA.pl.