4 lutego mija kolejna rocznica śmierci Wojciecha Pokory – jednego z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych aktorów w historii polskiego kina i telewizji. Przez lata rozśmieszał widzów, ale robił to w sposób szczególny – bez nachalności, bez gwiazdorskich gestów, z ogromnym wyczuciem i ciepłem. Był mistrzem drugiego planu, aktorem charakterystycznym, który potrafił jednym spojrzeniem lub drobnym gestem skraść scenę.
Największą popularność przyniosły mu role w filmach Stanisława Barei. To właśnie tam Pokora stworzył galerie postaci, które do dziś funkcjonują w zbiorowej pamięci widzów. W „Poszukiwany, poszukiwana” zachwycał precyzją komediowego gestu, w „Misiu” i „Brunecie wieczorową porą” był jednym z tych aktorów, którzy idealnie odnajdywali się w absurdalnym świecie PRL-owskiej groteski. Bareja cenił go za wyczucie rytmu, inteligencję i umiejętność grania „między wierszami”. Ogromną sympatię widzów przyniosły mu także role telewizyjne.
W serialu „Czterdziestolatek” idealnie wpisał się w obraz epoki, a w „Alternatywach 4” stworzył jedną z tych postaci, które mimo krótkiego czasu ekranowego budowały klimat całej opowieści. Pokora miał dar grania „zwykłych ludzi” – urzędników, sąsiadów, drobnych cwaniaków – w sposób, który był jednocześnie zabawny i bardzo ludzki. W „Zmiennikach”, gdzie znów udowodnił, że komedia w jego wykonaniu nie potrzebuje krzyku ani przesady.
Zobacz też: Wojciech Pokora nie chciał być kobietą. Po latach wyznał wstrząsającą prawdę
62 lata razem. Małżeństwo na dobre i na złe
Ci, którzy znali Wojciecha Pokorę osobiście, często powtarzali, że prywatnie był zupełnie inny niż jego ekranowe wcielenia. Cichy, skromny, unikający rozgłosu. Nie lubił opowiadać o sobie, nie zabiegał o zainteresowanie mediów, nie czuł potrzeby bywania na salonach. Najważniejszy był dom, a w nim Hanna. Ich relacja była oparta na codzienności, wspólnych rytuałach, rozmowach i wzajemnym wsparciu. To właśnie ta więź, jak dziś mówi Hanna Pokora, sprawiła, że nawet po śmierci męża nie poczuła się całkowicie sama.
Hanna i Wojciech Pokorowie byli małżeństwem przez 62 lata. Poznali się bardzo młodo i szybko stali się dla siebie najważniejszym punktem odniesienia. Ślub wzięli w tajemnicy przed rodzicami. Ich związek przetrwał intensywną pracę aktora, zmiany pokoleń, trudne momenty zdrowotne i starość. Hanna Pokora nigdy nie zabiegała o własną rozpoznawalność. Świadomie stała w cieniu męża, zajmując się domem i rodziną. Wychowali dwie córki, doczekali się wnuków, a później także prawnuczki. Ich życie było dalekie od medialnego blichtru – skupione na tym, co prywatne i trwałe.
Gdy Wojciech Pokora zmarł w 2018 roku, Hanna Pokora niemal całkowicie zniknęła z przestrzeni publicznej. Żałobę przeżywała w ciszy, z dala od kamer i wywiadów. Dopiero po latach,w 2025 roku zdecydowała się na rozmowę z Krzysztofem Pyzią, autorem wywiadu-rzeki „Z Pokorą przez życie”. To właśnie wtedy po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o tym, co działo się po śmierci męża.
Wojciech Pokora odwiedzał żonę po śmierci
Hanna Pokora przyznała, że po odejściu męża miała silne poczucie jego obecności. Nie były to jedynie myśli czy wspomnienia, ale – jak mówi – realne doświadczenia.
On nie tylko czuwał nade mną. Zdarzały się chwile, że wchodziłam do tego pokoju, w którym teraz rozmawiamy, i widziałam go siedzącego w fotelu. Rozmawiałam z nim, on mnie uspokajał i powtarzał, że nawet po śmierci jest przy mnie. Wiem, że dla wielu ta opowieść brzmi dziwnie, lecz ja go naprawdę widziałam
– powiedziała w rozmowie opublikowanej na łamach „Angory”. Jej słowa są spokojne, pozbawione egzaltacji. Nie próbuje nikogo przekonywać, nie szuka sensacji. Po prostu opisuje to, co – w jej odczuciu – było prawdą. Jak podkreślała w rozmowie, obecność męża była dla niej ogromnym wsparciem w najtrudniejszym okresie żałoby.
Ale taka jest prawda. Wojtek był ze mną, rozmawiał, wysyłał mi znaki, w każdym momencie miałam poczucie, że mam jego wsparcie. Wiem, że takie słowa o osobie, która nie egzystuje pośród żywych, są czymś dziwnym. Jednak taka jest prawda
– mówiła. Dla kobiety nie było w tym nic nadzwyczajnego. Po 62 latach wspólnego życia naturalne było dla niej, że więź nie zniknęła wraz ze śmiercią.
Małżeństwo silniejsze niż czas
Wspominając wspólne życie, Hanna Pokora podkreślała, że Wojciech zawsze był obecny – zarówno w chwilach radości, jak i w momentach trudnych.
Byliśmy małżeństwem przez 62 lata, zawsze był przy mnie. Po tym jak Wojtek zmarł, czułam, że był ze mną na każdym kroku
– przyznała. Z czasem jednak, jak mówi, musiała nauczyć się nowego etapu życia. Na pytanie, dokąd „odszedł” Wojciech Pokora, odpowiedź Hanny była pełna spokoju i przekonania.
Przyszedł jednak moment, kiedy musiał mnie zostawić i iść dalej. O szczebelek wyżej, bo go potrzebowali tam w niebie. On bardzo kochał dzieci
– powiedziała, podkreślając że jest przekonana, że mąż czuwał nad rodziną także przy narodzinach pierwszej prawnuczki.
Z nieba pilnował, by jego pierwsza prawnuczka szczęśliwie przyszła na świat. To nie był łatwy poród, ale się udało – wspominała. I dodała krótko: – Wojtek ciągle nad nami czuwa.
Wojciech Pokora dziś. Obecny w rolach i w pamięci
Zagrał w setkach spektakli, filmów i seriali, stworzył postacie, które w kulturze funkcjonują do dziś. Jednak nigdy nie traktował zawodu jak wyścigu po nagrody. Najważniejszy był dla niego kontakt z widzem i uczciwość wobec roli. Być może dlatego jego bohaterowie starzeją się tak dobrze – nadal bawią, wzruszają i są zaskakująco aktualni. W rocznicę śmierci Wojciecha Pokory jego postać wraca nie tylko we wspomnieniach widzów, ale także w cichej, poruszającej opowieści żony. Aktor żyje w swoich rolach, w archiwalnych nagraniach i w pamięci kolejnych pokoleń. A także – jak mówi Hanna Pokora – w jej codziennym życiu. Ale to nie jest historia o zaświatach. To historia o miłości, która była na tyle głęboka, że nie skończyła się wraz z ostatnim pożegnaniem.