- W "Debacie Gozdyry" doszło do gorącej dyskusji między prowadzącą Agnieszką Gozdyrą a zaproszonymi politykami, która eskalowała wokół tematu zawetowanej ustawy rozwodowej.
- Agnieszka Gozdyra stanowczo zarzuciła politykom prawicy hipokryzję, wskazując na obecność "wielokrotnych rozwodników" w ich szeregach, jednocześnie sprzeciwiając się ich próbom narzucania ludziom zasad dotyczących świętości małżeństwa.
- Głównym punktem sporu była zawetowana przez Karola Nawrockiego ustawa mająca przyspieszyć procedury rozwodowe dla par bezdzietnych, co prowadząca skrytykowała jako nieuzasadnione zmuszanie ludzi do pozostawania w związkach wbrew ich woli.
Program rozpoczął się od omówienia bieżących kwestii, takich jak ceny paliw, a także roli prezydenta w polskim systemie politycznym. W kontekście tej dyskusji, Marzena Machałek, reprezentująca Stowarzyszenie Rozwój Plus, wyraziła swoje stanowisko, podkreślając aktywną rolę głowy państwa: — Prezydent ma wpływ na to, w jaki sposób się to rządzenie odbywa. Nie można powiedzieć, że prezydent jest od reprezentowania, bo to jest nieprawda.
Kwestia ustawy rozwodowej
W dalszej części programu Agnieszka Gozdyra skierowała pytanie do polityków, dotyczące działań prezydenta Karola Nawrockiego wobec obywateli, którzy nie poparli go w wyborach. Mimo iż zaproszeni goście wskazywali na różne ustawy podpisane przez prezydenta, prowadząca zwróciła uwagę na zawetowany projekt ustawy mającej na celu przyspieszenie procedur rozwodowych dla par bezdzietnych. To właśnie ten temat doprowadził do znacznego zaostrzenia tonu rozmowy.
Ostra riposta prowadzącej
W odpowiedzi na argumenty dotyczące decyzji prezydenta, prowadząca Agnieszka Gozdyra stanowczo skrytykowała postawę polityków prawicy, zarzucając im hipokryzję w kwestii obrony instytucji małżeństwa. Bezpośrednio zwróciła się do Marka Subocza z Prawa i Sprawiedliwości, który bronił prezydenckiego weta.
- Macie państwo w partii wielokrotnych rozwodników i to z dziećmi, więc przestańcie się państwo ubierać w łatkę tych, którzy pilnują tak świętości małżeństwa. Uczcie najpierw własnym życiem, przepraszam bardzo. Nie chcę, żeby tu przychodzili politycy prawicy, którzy będą opowiadali ludziom, jak żyć - mówiła.
Roman Giertych zaczepił Krzysztofa Stanowskiego. Padły słowa o "zadufanym bucu" i nowej partii
Dziennikarka kontynuowała, wyrażając sprzeciw wobec idei zmuszania ludzi do pozostawania w związkach wbrew ich woli.
- Przestańcie uzasadniać ludziom, że jak mają od roku małżeństwo i nie mają dzieci, to mają nie wiadomo jak długo ze sobą być, jak nie chcą ze sobą być - dodała.
W trakcie narastającego sporu, Marzena Machałek podjęła próbę uspokojenia atmosfery, zaznaczając, że samo weto prezydenta nie oznacza całkowitego zakazu rozwodów: — No dobrze, ale przecież nie zostały zakazane rozwody. Słowa te spotkały się z wyraźną irytacją ze strony Agnieszki Gozdyry, która ironicznie skomentowała.
- Rozwody nie zostały zakazane. Proszę państwa, odetchnijcie z ulgą. Proszę państwa, naprawdę nie ma co ludzi zmuszać do tego, żeby byli małżeństwem, jeśli nie chcą być. Proszę tego nie tłumaczyć mnie tylko kolegom z partii, koleżankom, którzy mówią ludziom, jak żyć, bo ja nie stanowię prawa i ja nie mam rozwodu - podkreśliła.
W ten sposób zakończyła się intensywna wymiana zdań, podkreślająca głębokie podziały w kwestii społecznej i prawnej roli instytucji małżeństwa.
W naszej galerii zobaczysz, jak zmieniała się Agnieszka Gozdyra: