Mateusz Półchłopek z TVN24 zapowiada pozwy. O co chodzi?
"Myślałem, że rozumiem, czym jest zmasowany hejt, ale kiedy dotyka bezpośrednio, okazuje się to zupełnie innym doświadczeniem" – napisał w mediach społecznościowych reporter TVN24 Mateusz Półchłopek. Jego ostra reakcja to odpowiedź na zarzuty, które pojawiły się w sieci i dotyczyły jego rzekomego udziału w manipulacji sprzed dekady. Dziennikarz nie zamierza zostawić sprawy bez odpowiedzi.
Reporter TVN24 Mateusz Półchłopek ostro zareagował na oskarżenia, nazywając je "kłamliwym atakiem" i zapowiedział, że autorzy "ordynarnego fejka dostaną pozwy". W swoim oświadczeniu podkreślił, że nie ma go na wspomnianym filmie i w tamtym czasie nie było go nawet w miejscu, gdzie nagranie powstało. To kategoryczne zaprzeczenie ma być wstępem do kroków prawnych, które dziennikarz zamierza podjąć.
Polecany artykuł:
Nagranie sprzed 10 lat znowu w sieci. O co oskarżany jest dziennikarz?
Cała afera zaczęła się od wpisu Marcina Dobskiego, pracownika Telewizji Republika. Przypomniał on nagranie, które pierwszy raz pojawiło się w sieci 10 lat temu. Widać na nim ekipę telewizyjną TVN24, która rzekomo miała podkładać butelki po piwie do kosza na śmieci, by stworzyć materiał obciążający policjantów. Funkcjonariusze byli wtedy zakwaterowani w akademikach Politechniki Częstochowskiej w związku z zabezpieczeniem Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 roku.
Marcin Dobski zasugerował, że jedną z osób na filmie jest właśnie Mateusz Półchłopek. "Mateuszu Półchłopku, tak szczerze, bo jakość nagrań jest słaba i minęło 10 lat. To ty w 2016 r. (...) grzebałeś w fajansie, jak TVN24 nagrano w trakcie podrzucania butelek po piwie, by oczernić policjantów?" – napisał. Cała sprawa dotyczy nagrania sprzed 10 lat, które ponownie pojawiło się w mediach społecznościowych i ma pokazywać rzekomą manipulację ekipy TVN24.
Choć oskarżenia brzmią poważnie, zostały zdementowane już dekadę temu. Po pierwsze, jak ustalił wówczas "Dziennik Zachodni", nagranie nie pochodzi z Krakowa, a z Częstochowy. Po drugie, stacja TVN od razu odniosła się do zarzutów. Lidia Zagórska, ówczesna zastępczyni szefa działu PR w Grupie TVN, tłumaczyła, że ekipa sprawdzała sygnał o jedzeniu wyrzuconym do śmieci, a nie podkładała żadnych butelek.
— Zarzut manipulacji, podkładania czegokolwiek jest bezpodstawny i absurdalny, zresztą dowodzi tego sam film — mówiła w 2016 roku. Co najważniejsze, dziennikarze ustalili tożsamość osób widocznych na filmie. Już 10 lat temu media potwierdziły, że na nagraniu nie ma reportera Mateusza Półchłopka, a zarzut manipulacji został zdementowany przez stację TVN.
Dlaczego więc stara i wyjaśniona sprawa wróciła właśnie teraz? Czas nie wydaje się przypadkowy. Oskarżenia pod adresem reportera pojawiły się tuż po jego głośnej wymianie zdań z Karolem Nawrockim. Podczas konferencji prasowej Mateusz Półchłopek próbował dopytać prezydetna o jego stosunek do bliskich relacji premiera Węgier Victora Orbana z Władimirem Putinem. Nawrocki zareagował bardzo nerwowo. — Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski — stwierdził. Ta konfrontacja odbiła się szerokim echem w mediach, a kilka dni później w sieci pojawiły się odgrzewane oskarżenia pod adresem reportera TVN24.
Źródło: Onet, X