Kasia Tusk zabrała głos w sprawie internetowych zbiórek na leczenie ciężko chorych dzieci. Wszystko przez to, że zaszły do niej dochodzić pytania dotyczący zasadności takich zbiórek w Polsce. Córka premiera przyznała, że pytania takie mogą zadawać przede wszystkim ci, którzy nie mieli zderzenia z ciężarem choroby: - Niektórzy z Was pytają mnie w wiadomościach po co są takie zbiórki, skoro leczenie jest w Polsce bezpłatne. Podejrzewam, że takie pytania zadają bardzo szczęśliwe osoby, które nigdy nie usłyszały druzgocącej życia diagnozy - zaczęła swój wpis na temat zbiórek blogerka.
Dalej wskazała, że choroba, która dotyka najbliższych osób to potworny cios, a szczególnie jeśli problemy ze zdrowiem dotyczą dziecka. Jak przyznała Tusk wówczas wszystko się ziemia i schodzi na dalszy plan, a rodzice muszą się zmagać z trudnościami i potrzebują wsparcia, także tego finansowego:
Choroba najbliższych, nie wspominając już o chorobie ukochanego dziecka to moment, w którym wszystko się zmienia, a my potrzebujemy wsparcia finansowego (nierzadko trzeba z dnia na dzień zrezygnować z pracy), logistycznego (różne placówki specjalizują się w różnych chorobach, czasem oznacza to nagłą przeprowadzkę) czy informacyjnego (gdzie się zgłosić? z czym? co zrobić najpierw? jak sprawnie przejść przez procedury?). No i czy nie sądzicie, że w takiej sytuacji przydaje się też po prostu wsparcie kogoś, kto doskonale wie przez co przechodzimy? - podkreśliła Kasia Tusk.
Na koniec swego wpisu poprosiła wszystkich o "odrobinę wyobraźni" i jak dodała, nikomu nie życzy zyskania pokory dopiero na skutek własnych doświadczeń.
Może nie wszyscy już pamiętają, ale Kasia Tusk sama mierzyła się z kłopotami zdrowotnymi własnej córeczki. Kilka lat temu jej młodsza pociecha trafiła do szpitala: - Nie o takiej końcówce świąt marzyliśmy. Spędzimy tu na pewno jeszcze trochę czasu, ale w porównaniu do strachu, który przeżyłam, długi pobyt w szpitalu jest jak pstryczek w nos. Tym bardziej, że trafiłyśmy pod najlepszą możliwą opiekę. Personel Szpitala Polanki to dziś dla mnie prawdziwi bohaterowie. Jeśli nasz skarb wyjdzie stąd bez większego szwanku będzie to wyłącznie ich zasługa – napisała wówczas.
Rok później, od tamtych trudnych wydarzeń rodzinnych, wspominała tamten czas na blogu: - W Wigilię trafiam z młodszą córeczką do szpitala i nie wychodzimy z niego przez dwa tygodnie. To, że wszystkie przygotowania poszły na marne, było moim najmniejszym zmartwieniem. Nie będę tu teraz lamentować i napiszę tylko o tym, co istotne dla Waszego podejścia do Świąt – niespodziewana utrata kontroli nie jest niczym przyjemnym i nikomu nie życzę takich „treningów”, ale uświadamia nam ona jednocześnie, jak niewieloma rzeczami tak naprawdę powinniśmy się przejmować - brzmiały jej wzruszające słowa.
i