Leszek Miller, wychowany w katolickiej rodzinie, otwarcie mówił o religijnej rutynie panującej w jego domu w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Jak sam wspominał, niedzielne msze i najważniejsze polskie święta, takie jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, były stałym elementem jego życia rodzinnego. - Było wiadomo, że trzeba chodzić co niedzielę do kościoła i obchodzić najważniejsze polskie święta, zwłaszcza Boże Narodzenie i Wielkanoc – opowiadał były premier.
Zobacz: Miller: Rodzina zmusiła nas do ślubu kościelnego
Nie traktował ich jednak wyłącznie jako głęboko religijnego obowiązku. - Ja to traktowałem jako część typowej, polskiej obyczajowości, niekoniecznie przesyconej religijnym majestatem – dodał.
Od ministranta do... świeckiego świętowania
W młodości Leszek Miller był ministrantem i regularnie uczestniczył w nabożeństwach. Z biegiem lat, w okresie nastoletnim, jego związek z Kościołem osłabł. Mimo to, Wielkanoc pozostała w jego życiu ważnym świętem, choć już z innych powodów – głównie ze względu na tradycję rodzinną. W czasach, gdy państwo miało świecki charakter, a Kościół był często obiektem nacisków, prywatne celebrowanie świąt nabierało szczególnego znaczenia.
Sprawdź: Żona Leszka Millera milczała o tym latami. "Płakałam przez tydzień"
Miller podkreśla, że w jego rodzinie „praktycznie tylko dwa święta były naprawdę celebrowane – Boże Narodzenie i Wielkanoc”. Nawet jeśli jego osobisty zapał religijny zanikł, kultywowanie tych tradycji było sposobem na podtrzymanie tożsamości i więzi rodzinnych w trudnych czasach. Wielkanoc jawiła mu się więc przede wszystkim jako część polskiej tradycji, kultywowana w domu mimo świeckiego charakteru państwa.
Galeria poniżej: Leszek Miller z żoną i wnuczką i inni na oficjalnym otwarciu HALLERA6 by Bikowski