- Bogdan Rymanowski, w rzadkim wywiadzie, otwiera się na temat swojego ponad 30-letniego małżeństwa, ujawniając jego nieznane dotąd fundamenty.
- Wyjaśnia, jak żona, Monika, będąca jednocześnie bezlitosnym krytykiem i filarem wsparcia, jest kluczem do jego zawodowego sukcesu.
- Odkryj ich zaskakujący sekret na przetrwanie "cichych dni" i dowiedz się, co utrzymuje ich bliskość i humor przez dekady.
Żona ocenia jego wywiady
Bogdan Rymanowski rzadko opowiada o życiu prywatnym. Tym razem zrobił wyjątek. W podcaście „Przełomy” „Faktu”, prowadzonym przez Monikę Richardson, mówił o relacji z żoną, z którą jest związany od ponad trzech dekad.
Tusk z „gorącą prośbą” do pracodawców. Chodzi o zdrowie i życie
Dziennikarz przyznał, że po pracy może liczyć nie tylko na wsparcie, ale też na szczerą ocenę swoich wywiadów. Monika Rymanowska nie waha się wskazać pytań, których zabrakło.
– Przychodzę do domu i wiem, że mam po drugiej stronie kogoś, kto patrzy mi prosto w oczy, kto mnie kocha, a jednocześnie jest surowym krytykiem. Mówi: dobra, ale dlaczego nie zadałeś tego pytania, dlaczego nie pamiętałeś o tamtym. To są konkretne uwagi, ona nie ma żadnego interesu w tym, aby mnie zjechać, a z drugiej strony nie ma żadnego interesu, żeby mi kadzić – powiedział.
„Gdyby nie Monika, nie byłbym dziś w tym miejscu”
Rymanowski nie ukrywa, że sukces zawodowy w dużej mierze zawdzięcza swojej żonie. Podkreślił, że przez lata mógł liczyć na jej miłość, wsparcie i oparcie.
– Za sukcesem każdego mężczyzny stoi kobieta. Gdyby nie Monika, jej wsparcie, oparcie, a przede wszystkim miłość, nie byłbym dziś w miejscu, w którym jestem. Mieszkamy w Józefowie, w lesie. Zamiast iść na imprezę, wolę wrócić do domu, usiąść z żoną na tarasie, porozmawiać, popatrzeć na wiewiórki, posłuchać lasu – wyznał.
Dziennikarz i jego żona poznali się w 1985 roku. Ślub wzięli siedem lat później. Doczekali się trójki dzieci: Julii, Aleksandry i Karola.
Tak kończą „ciche dni”
Rymanowski opowiedział również, co jego zdaniem pomaga im utrzymać bliskość po tylu latach małżeństwa. Jak mówi, oboje mają podobne poczucie humoru i nadają na tych samych falach. Nawet gdy pojawiają się między nimi „ciche dni”, dziennikarz nie potrafi długo wytrzymać bez rozmowy. Wtedy próbuje rozśmieszyć żonę.
– Nadajemy na podobnych falach. Podobne rzeczy potrafią nas jednocześnie rozśmieszyć. Co więcej, jak czasami zdarzają się tzn. ciche dni, ja nie potrafię wytrzymać dłużej niż parę minut, kiedy żona się do mnie nie odzywa. Wtedy wiem, że muszę coś wymyślić tak śmiesznego, żeby ona nie mogła się powstrzymać od śmiechu. I wtedy wszystko pęka. I to jest coś cudownego. Tak, lubimy się. To jest tak naprawdę jakiś dar, który otrzymaliśmy we dwójkę – podsumował.
Słowa Bogdana Rymanowskiego pokazują, jak wielką rolę Monika odgrywa w jego życiu. Dziennikarz nie tylko docenia jej wsparcie, ale też z dużą czułością mówi o codzienności, którą wspólnie zbudowali. Po ponad 30 latach małżeństwa wciąż podkreśla, że najważniejsze jest dla nich to, że zwyczajnie lubią ze sobą być.