Cała akcja posła Foltyna z Konfederacji wydarzyła się w czasie posiedzenia Sejmu we wtorek (12 maja). Było już późno, bo po godz. 21:00, gdy polityk pojawił się na mównicy targające ze sobą wielkie pudło. Szybko okazało się, cóż to za gadżet. Otóż karton został wystylizowany na pudełko prezerwatyw znanego producenta. Niebieskie, z napisami podobnymi do tych, z prawdziwych opakowań. Tyle tylko, że zamiast nazwy na pudle widniał napis: Dura lex, (Dura lex, sed lex to łacińska maksyma oznaczająca „twarde prawo, ale prawo”, przyp. red.) a do tego było tam umieszczone zdjęcie Donalda Tuska! Poseł szybko wyjaśnił, o co mu chodzi. Otóż przywołał sprawę sprzed kilku tygodni.
Chodziło o Tomasza Sidorczuka z Bielska-Białej, czyli z miasta posła Foltyna, który opublikował nagranie przedstawiające zakupy, gdy kupował prezerwatywy, a jako dane do faktury podał KPRM. O sprawie zrobiło się głośno, a cała akcja mężczyzny miała pokazać, jak działa Krajowy System e-Faktur. Koniec końców zaskakująca akcja Sidorczuka skończyła się dla niego postępowaniem karno-skarbowym.
Poseł Bronisław Foltyn przyznał, że chciałby opowiedzieć o "największej w tej chwili aferze", która wydarzyła się na południu Polski oraz, którą zajmuje się "prawie połowa Krajowej" Administracji Skarbowej w Katowicach. Po krótce przestawił sprawę i powiedział, że wspomnianemu mężczyźnie grozi maksymalna kara 46 mln zł oraz do 5 lat więzienia: - I to jest to przestępstwo numer jeden, a te wszystkie afery które mieliście rozliczać, a ich nie rozliczacie mamy o wiele poważniejsze, niż te prezerwatywy.
Polityk nie skończył tylko na prezentacji pudła i opisie całej historii, ale też wyjął z niego granatowy balonik z wizerunkiem szefa rządu. Jak dodał robi to specjalnie, by pokazać, jak to wygląda: - Państwo nie może być słabe wobec silnych, a silne wobec słabych - po czym wypuścił balonik z rąk, a ten powędrował aż pod sufit, gdyż był napełniony helem. - Nie wiem, jak pan to ściągnie... Rozumiem, że chciał to pan "puścić w świat", ale nie musi pan z Sejmu robić cyrku... Rozumiem, że chciał pan zaszokować...- powiedziała prowadząca obrady Dorota Niedziela i przyznała, że zgłosi sprawę do straży marszałkowskiej, bo to niebezpieczne. Zaznaczyła, że posła czekaj konsekwencje, bo ktoś musi ściągnąć balonik, a pracownicy będą narażać . - Tak się kończą happeningi... mógł pan mieć pudełko, zabrać je, a teraz będziemy się zastanawiać, jak to ściągnąć, a pan pójdzie spać i się będzie cieszył, że zrobił viral.