- Witold Waszczykowski wrócił dla SE.pl do osobistych wspomnień
- Opowiedział o swojej fascynacji Orientem i niespełnionym marzeniu o Samarkandzie
- Ujawnił też zaskakujący epizod z tradycyjnym uzbeckim strojem i grillem
Fascynacja Orientem zaczęła się bardzo wcześnie
Witold Waszczykowski przyznał w rozmowie z SE.pl, że fascynacja Orientem towarzyszyła mu od młodych lat. Jeszcze jako student planował wyprawę do Iranu i Afganistanu. Historia potoczyła się jednak inaczej.
– Od lat fascynował mnie Orient. Planowałem na 1979 wyprawę do Iranu i Afganistanu. Ale wybuchła rewolucja irańska, a ruskie najechały Afganistan – wspomina były szef MSZ.
To jednak nie był koniec marzeń o tej części świata. Jako student próbował zapisać się na wycieczkę Almaturu do Buchary i Samarkandy. I znów się nie udało.
– Byłem piątkowym studentem i zapisałem się na wycieczkę Almaturu do Buchary i Samarkandy. Niestety kierunek był obstawiony przez partyjnych studentów jeżdżących tam na handel – opowiada.
Los przygotował dla niego inny kierunek. Zamiast legendarnej Samarkandy była Hiszpania.
– Jako pocieszenie przyznano mi wycieczkę do... Hiszpanii. Poznawanie Orientu rozpocząłem od Alhambry w Grenadzie – wspomina z właściwym sobie humorem.
Uzbecki strój, grill i serdeczna przyjaźń
Po latach temat Samarkandy wrócił, gdy Waszczykowski pracował w Iranie. Znów planował podróż do Uzbekistanu, ale i tym razem nie udało się zrealizować tego marzenia. Za to los postawił na jego drodze człowieka, którego zapamiętał wyjątkowo ciepło.
Europoseł PiS Witold Waszczykowski szczerze o chorobie: Lepiej niestety nie będzie
– Będąc w Iranie znowu planowałem wyjazd do Samarkandy. Nie udało się. Ale moim serdecznym kolegą był ambasador Uzbekistanu. Byliśmy rówieśnikami, podobne poczucie humoru etc. – relacjonuje.
To właśnie od niego dostał prezent, który zapamiętał na długo.
– Obdarował mnie tradycyjnym, kolorowym strojem. Zakładałem na spotkania u mnie przy grillu – zdradza były minister.
Ten obraz zaskakuje, bo pokazuje go z zupełnie innej strony niż ta znana z politycznych sporów i telewizyjnych wystąpień. W tych wspomnieniach nie ma wielkiej polityki. Jest za to sympatia, lekkość i autentyczna fascynacja kulturą Uzbekistanu.
Pożegnalne śniadanie i testowanie uzbeckiej wódki
Waszczykowski przywołał też jedną z najbardziej barwnych anegdot ze swojej dyplomatycznej drogi. Gdy kończył pobyt w Iranie, wielu ambasadorów urządzało mu pożegnalne obiady. Jego przyjaciel, ambasador Uzbekistanu, zorientował się jednak, że przegapił termin.
– Kiedy żegnałem się z Iranem, wielu ambasadorów urządzało pożegnalne obiady. Mój przyjaciel zorientował się, że przegapił terminy i zorganizował pożegnalne śniadanie z testowaniem uzbeckiej wódki – wspomina.
To właśnie takie drobne, ludzkie sceny budują najmocniej ten obraz: dyplomacji od kuchni, relacji, które zostają na lata, i wspomnień, do których wraca się z uśmiechem.
Samarkanda wciąż została niespełnionym marzeniem
Choć później jako poseł odwiedził inne państwa Azji Centralnej, Uzbekistan nadal pozostawał poza jego trasą.
– Jako poseł odwiedziłem Kazachstan, Tadżykistan i Kirgistan. Ale znowu ominąłem Samarkandę i Taszkient – przyznaje.
W tych słowach jest coś więcej niż tylko podróżniczy niedosyt. To raczej opowieść o miejscu, które przez lata istniało w jego wyobraźni, planach i rozmowach, ale do którego ostatecznie nie dotarł.
– Kolejnej próby już nie będzie – kończy krótko.
Mimo trudnego czasu wrócił do tych wspomnień
Dziś te słowa wybrzmiewają szczególnie mocno. Witold Waszczykowski od kilku lat zmaga się z ciężką chorobą, a mimo to zgodził się wrócić dla SE.pl do wspomnień, które wciąż są dla niego ważne. To nie jest opowieść o polityce w ścisłym sensie. To bardziej historia o niespełnionej podróży, ludzkiej sympatii i fascynacji miejscem, które przez całe życie pozostawało gdzieś blisko serca.
Rozmawiała Weronika Fakhriddinova
Poniżej galeria zdjęć: Tak Witold Waszczykowski zmienił się w trakcie choroby