Wielkie zmiany w polityce alkoholowej państwa. Posłowie zdecydowali
W czwartek, 8 października Sejm przyjął nowelizację ustawy wprowadzającą ogólnokrajową nocną prohibicję. W głosowaniu panowała zadziwiająca zgodność - za jej uchwaleniem było aż 400 posłów, przeciw 9, a 4 wstrzymało się od głosu.
Na mocy nowych przepisów alkohol nie będzie mógł być sprzedawany w sklepach w godzinach od 22 do 6 rano. To rozwiązanie stosowane już lokalnie w licznych gminach, m.in. w Warszawie. Gdańsku czy Wrocławiu. Co istotne, alkohol w nocy nadal będzie można kupić w lokalach gastronomicznych.
Ponadto nowa ustawa przewiduje całkowity zakaz reklamy i promocji wszystkich napojów alkoholowych, również piwa. Za złamanie przepisów będzie grozić grzywna od 30 tys. zł do nawet 1 mln zł albo kara ograniczenia wolności.
Ustawa odbije się także bezpośrednio na kieszeniach przedsiębiorców - zwiększa bowiem podwójnie opłaty za zezwolenia na sprzedaż alkoholu.
Ustawa została przygotowana przez Lewicę, ale projekt był rozpatrywany wspólnie z koncepcją Polski 2050.
Nowe regulacje mają wejść w życie 1 stycznia 2027 roku. Aby to się jednak stało konieczne jest jednak uchwalenie jej przez Senat, a następnie podpis prezydenta.
Nowe prawo budzi emocje
Badania opinii publicznej wyraźnie wskazują, że Polacy popierają zmiany - w najnowszym sondażu Instytutu Badań Pollster na zlecenie "Super Expressu" aż 67% poparło pomysł nocnej prohibicji, a 42% zdecydowanie go poparło. Ponadto władze Warszawy argumentują, że w tym mieście (gdzie prohibicja obowiązuje od czerwca) skuteczność nocnego ograniczenia potwierdzają dane: w godzinach nocnych w wakacje liczba interwencji Straży Miejskiej spadła o 3,8 proc., z kolei policja odnotowała spadek liczby interwencji związanych ze spożywaniem alkoholu w miejscach publicznych o 8,9 proc. Zmalała też liczba wykroczeń – było ich o 15,3 proc. mniej niż rok wcześniej.
Pomysł popierają także liczne organizacje walczące z problemem alkoholizmu wśród Polaków, który jest jedną z głównych dysfunkcji społecznych naszego społeczeństwa.
Nowe regulacje mają też jednak licznych przeciwników, którzy wskazują, że to zamach na wolność wyboru obywateli i sztuczne restrykcje nałożone na legalnie przecież dostępny towar. Pojawia się również argument, że każdy kolejny zakaz - zwłaszcza tak rozległy i inwazyjny - w liberalnym społeczeństwie jest rzeczą niepożądaną.
Pada również przykład prohibicji w USA sprzed 100 lat, kiedy to całkowity zakaz sprzedaży alkoholu miał skrajnie odwrotne skutki i m.in. przyczynił się do wzrostu przestępczości zorganizowanej, która nielegalnie dystrybuowała alkohol.