- Gwiazda siatkówki, Tomasz Fornal, ujawnia swoje zaskakujące oblicze jako kreator mody i zapalony gracz komputerowy, otwarcie przyznając, że nie cierpi nosić garniturów.
- Fornal w wirtualnym świecie wciela się w gangstera napadającego na sklepy, a w realu fascynuje go adrenalina walk w klatce, choć odrzuca udział w freakfightach.
- Odkryj, dlaczego siatkarz kategorycznie nie widzi się w roli trenera po karierze i jakie nietypowe wyzwania naprawdę pociągają go w przyszłości.
"Super Express": - Poza byciem siatkarzem stałeś się też kreatorem mody. Jak czujesz się w tej roli, wydając już drugą kolekcję ubrań?
Tomasz Fornal: - Działamy na różnych szczeblach, nie tylko siatkarskich. Cieszę się, to spełnienie dziecięcych marzeń. Masz swoje ciuchy, ze swoim autografem na metce, takie, jakie chcesz. Nie jestem może trendsetterem, bo oversize są popularne od jakiegoś czasu, ale cieszę się, że te kolekcje, które powstają we współpracy z 4F, są takie, jakie ja chcę.
- Skoro mówimy o modzie, to czy garnitur to dla ciebie koszmar?
- Nie. Nie jestem fanem garniturów i czegoś, co upija mnie koło biodra.
Przeczytaj także: Hit! Trener kadry w judo ćwiczył z ważnym polskim generałem. Ujawnia plany na igrzyska w Los Angeles
- Widać, że twoją pasją są też tatuaże. Niedawno pojawiły się nowe. Co one dla ciebie znaczą?
- Tak, już je prezentowałem w social mediach, są na lewej nodze. Sprawiają mi przyjemność, podobają mi się i je lubię. Czy to wielka pasja? Raczej jeden z odłamów w moim życiu, które sprawiają mi dużą frajdę i dają szczęście, więc sobie je robię.
- Inną twoją pasją są gry komputerowe. Masz swój wymarzony „gaming room”? W co grasz najczęściej?
- Bardzo bym chciał mieć idealny pokój, ale życie sportowca wiąże się z przeprowadzkami. Mam nadzieję, że kiedyś, jak już się osiedlę, będę miał taki swój idealny gaming room. A co do gier, mam takie etapy, że gram w różne rzeczy, ale najczęściej przewija się League of Legends. Lubię też grać w GTA Roleplay. Jestem tam gangsterem, który napada na sklepy. To jest odgrywanie postaci, ja gram gangstera w świecie Los Santos, napadam na sklep... Oczywiście w grze (śmiech). Mam trochę takiego klimaciku. Preferuję gry, gdzie można z kimś porywalizować i pogadać ze znajomymi.
- Myślałeś już o tym, co będziesz robił po zakończeniu kariery? Widzisz siebie w roli trenera, a może prezesa?
- Nie, na ten temat nie myślałem, ale chyba nie widzę siebie gdzieś dookoła siatkówki. Kocham grać mecze, ale sądzę, że nie ma takiej funkcji dla mnie, która byłaby odpowiednia. Trenerem nie będę, nie mam cierpliwości. Prezesem też nie. Po prostu robię to, co uwielbiam, ale nie odnalazłbym się w innej roli niż zawodnik.
- Nie trener, nie prezes... Ale kiedyś byłeś widziany na gali Fame MMA. Fascynują cię walki w klatce?
- Bardzo mnie to fascynuje. Bardziej mnie interesuje, co czuje na przykład Jan Błachowicz, który idzie przez całą halę i wie, że za chwilę będzie się bił o pas mistrzowski UFC. To są dla mnie emocje, które są naprawdę fascynujące i które chciałbym kiedyś przeżyć. Ale na pewno nie na żadnej gali freakfightowej.
- Myślałeś kiedyś, co byś robił, gdybyś nie był siatkarzem?
- W koszykówkę, w NBA, bym grał. Z LeBronem.
Zobacz też: Siatkarze pokazali moc w Lidze Narodów. Zgarną chińskie złoto?
- A gdyby po zakończeniu kariery pojawiła się propozycja z „Tańca z Gwiazdami”?
- (śmiech) Byłoby ciekawie. Tancerz też raczej ze mnie marny, także sądzę, że na to jest mała szansa, ale nigdy nie mów nigdy.
- Na koniec wróćmy do czegoś bardziej przyziemnego. Wszyscy pytają o twoje biodro. Co to za tajemnicza kontuzja, która ciągle się odnawia?
- To takie normalne draśnięcie. Mam tak, że dosyć często kładę się na lewy bok i zazwyczaj jest delikatne przetarcie. Ono się goi, no i potem znowu jest przetarcie. I tak w kółko, takie niekończące się przetarcie.
- A propos kładzenia się na bok. Jako wysocy sportowcy macie specjalne wymagania co do łóżek? Muszą być dla was jakoś przedłużane?
- W Spale mamy łóżka dostosowane pod nas, trochę dłuższe, a na wyjazdach też jest OK. Raczej te w hotelach są w porządku. Bywa lepiej, bywa gorzej, ale ogólnie jest w porządku.