Jako dziecko nie mógł chodzić, potem pogryzł go pies w wiosce olimpijskiej. Niezwykła historia polskiej legendy czasów PRL

3 sierpnia 2026 roku przypada 97. rocznica urodzin Zdzisława Krzyszkowiaka, jednego z najwybitniejszych biegaczy w historii Polski i lidera legendarnego Wunderteamu. Jego droga na olimpijski szczyt była naznaczona chorobami i niewyobrażalnym pechem. Choć w dzieciństwie groziło mu kalectwo, a na igrzyskach pogryzł go pies, siłą woli i talentem zapisał się w panteonie polskich herosów sportu.

  • Legendarny polski biegacz, Zdzisław Krzyszkowiak, od najmłodszych lat zmagał się z chorobami, które miały go na zawsze wykluczyć ze sportu.
  • Jego droga na olimpijski szczyt była pasmem kontuzji i niewiarygodnego pecha, z zaskakującym incydentem w wiosce olimpijskiej włącznie.
  • Poznaj inspirującą opowieść o niezwykłej sile woli, która doprowadziła go do upragnionego olimpijskiego złota.

Od krzywicy do pierwszych sukcesów

Gdyby ktoś w latach 30. XX wieku powiedział, że mały, chuderlawy Zdzisław z Wielichowa zostanie kiedyś mistrzem olimpijskim, zostałby wyśmiany. Chłopiec był tak chorowity, że lekarze zdiagnozowali u niego krzywicę – chorobę, która na pewien czas odebrała mu nawet zdolność chodzenia. Do tego doszły problemy z wymową i zawierucha wojenna. Wydawało się, że los nie ma dla niego w zanadrzu nic dobrego. A jednak to właśnie on, Zdzisław Krzyszkowiak, kilkanaście lat później miał stać się następcą Janusza Kusocińskiego i symbolem potęgi polskiej lekkiej atletyki.

Przeczytaj także: Przez lata nękał Ewę Swobodę. W dniu jej urodzin nagle zwrócił się do niej publicznie

Jego talent eksplodował pod okiem Jana Mulaka, twórcy "polskiej szkoły biegowej" i słynnego Wunderteamu. W lasach Wałcza i Spały, w pocie czoła, rodziła się legenda. Krzyszkowiak, obdarzony fenomenalnym, eleganckim krokiem i niesamowitym finiszem, szybko zaczął dominować na krajowych bieżniach. Nawet wielki Emil Zátopek, czeska lokomotywa, musiał uznać jego wyższość.

Kariera z kolcami i pies w wiosce olimpijskiej

Jego sportową drogę powszechnie nazywano "karierą z kolcami". Niestety, nie chodziło tylko o kolce w butach. Przez całe życie prześladowały go kontuzje i niewyobrażalny pech. Obliczono, że tylko od 1959 roku urazy i choroby przerywały mu treningi aż 27 razy. Apogeum nieszczęść przyszło jednak na jego pierwszych igrzyskach olimpijskich w Melbourne w 1956 roku.

Zobacz też: Aż zaniemówiliśmy, gdy poznaliśmy majątek wielkiej rywalki Justyny Kowalczyk! Ale fortuna

Krzyszkowiak jechał tam jako jeden z faworytów. W biegu na 10 000 metrów zajął świetne, choć pechowe, czwarte miejsce. Prawdziwy dramat rozegrał się jednak przy okazji jego koronnej konkurencji – biegu na 3000 metrów z przeszkodami. Najpierw w eliminacjach jeden z rywali, Władimir Kuc, niechcący nadepnął mu kolcem na stopę. Gdy wydawało się, że nic gorszego nie może się już stać, tuż przed finałem... w wiosce olimpijskiej pogryzł go pies. Ranny w łydkę Polak musiał wycofać się z walki o medal. Marzenia o olimpijskim złocie znów trzeba było odłożyć.

Złoto w Rzymie i miejsce w historii

Mimo przeciwności losu "Krzyś" nie poddał się. Dwa lata po pechowych igrzyskach, na mistrzostwach Europy w Sztokholmie, dokonał rzeczy niemożliwej – zdobył złote medale zarówno na 5000, jak i 10 000 metrów, stając się absolutnym królem długich dystansów. To wtedy świat usłyszał o polskim Wunderteamie, a Krzyszkowiak został uznany za najlepszego sportowca świata w ankiecie agencji prasowych.

Ukoronowanie kariery przyszło na igrzyskach w Rzymie w 1960 roku. Tym razem był głównym faworytem biegu na 3000 metrów z przeszkodami i nic nie mogło go zatrzymać. Na bieżni Stadio Olimpico w pięknym stylu pokonał koalicję trzech biegaczy z ZSRR, nie dając im żadnych szans. Na ostatniej prostej mógł już zwolnić, by bezpiecznie pokonać ostatnie przeszkody. Zdobył upragnione złoto.

- Byłem dumny, że jestem Polakiem - mówił po biegu.

Po zakończeniu kariery był trenerem, a później, by dorobić do emerytury, pracował jako pilot wycieczek. Zmarł 24 marca 2003 roku w Warszawie. Dziś jego imię nosi najpiękniejszy stadion lekkoatletyczny w Polsce, w Bydgoszczy, przypominając o chłopcu, który miał nie chodzić, a dobiegł na sam szczyt.

Słynni Polscy sportowcy z PRL. Rozpoznasz ich po zdjęciu?
Pytanie 1 z 12
Kogo widzimy na zdjęciu?
Natalia Bukowiecka: Podziwiam męża, ale motywacją jestem dla siebie sama

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki