Legendarny „Race to the Clouds” odbywa się od 1916 roku na jednym z najsłynniejszych szczytów Gór Skalistych. Tę sławę Pikes Peak zawdzięcza właśnie corocznej rywalizacji, która uznawana jest za jedną z najtrudniejszych i najniebezpieczniejszych w świecie motorsportu. Maciej Serafin jest pierwszym Polakiem, który został zakwalifikowany spośród ponad 1500 zgłoszeń do wąskiego grona 75 uczestników rywalizacji. Historyczny start jest zaplanowany 21 czerwca.
Słodko-gorzkie treningi i podziw Amerykanów
Droga, którą prowadzi trasa wyścigu na szczyt Pikes Peak ma 20 km i jest ogólnodostępna dla turystów. Dlatego treningi odbywają się w ściśle określonym reżimie, a szosa na ten czas jest zamykana. Dzięki temu zawodnicy mogą rozwijać maksymalne prędkości, pokonując 156 zakrętów, wiodących ponad kilkusetmetrowymi przepaściami.
Podczas trzech dni testowych, Maciej Serafin wraz z zespołem miał szansę trenować kolejno na trzech odcinkach. Pierwszego dnia radził sobie bardzo dobrze, dopóki na trzeciej próbie nie oślepiło go słońce. – Wyjechałem zza skały i słońce uderzyło mi prosto w oczy. Opuściłem szybkę przyciemniającą, ale czas potrzebny na reakcję wystarczył, żebym spóźnił hamowanie i dwoma kołami wyjechał na luźny piach na poboczu. Auto wpadło w poślizg i trzy razy obróciło się dookoła własnej osi. Na szczęście nic się nie wydarzyło, ale było to pierwsze ostrzeżenie – komentował Polak.
Drugiego dnia zawodnicy ćwiczyli na środkowej części trasy i jak mówił gorliczanin, był to jego ulubiony z trzech dni. Co prawda po pierwszym przejeździe był przerażony, bo pędził z prędkością 180 km/h ponad 300-metrowymi przepaściami, ale udało mi się skoncentrować na drodze, złapać płynność, znaleźć punkty hamowania i czerpać z jazdy radość.
Trzeciego dnia przyszedł czas na najwyższy i najbardziej niebezpieczny odcinek trasy. Jeden z Brytyjczyków zapowiedział nawet, że podczas wyścigu pojedzie tam zachowawczo, bo są cztery zupełnie ślepe zakręty, które trzeba dobrze poznać, by bezpiecznie je pokonać. Tutaj też Maciej Serafin miał przygodę. – Dzięki treningom w komorze hipoksyjnej nie miałem problemu z adaptacją do wysokości, ale podczas jednego z kolejnych przejazdów, tuż przed metą, gdy wszedłem w zakręt, wybiło mi samochód na wyboju. Cztery koła znalazły się w powietrzu, wylądowałem na dwóch bokiem, obróciło mnie i stanąłem metr od skał ustawionych na krawędzi przepaści. Dostałem lekcję. Góra powiedziała: „nie igraj ze mną! Nie chojrakuj! Musisz być cały czas skoncentrowany, bo to ja mogę cię pokonać, a nie ty mnie” – relacjonował Serafin.
Mimo tej mrożącej krew w żyłach sytuacji, Maciej Serafin kontynuował trening i… uzyskał najlepszy czas w grupie dziewięciu samochodów, trenujących tego dnia na Pikes Peak. – Przychodzili do nas potem organizatorzy i lokalni zawodnicy. Pytali o auto, moją historię. Byli ciekawi skąd nowicjusz wykręca tak
dobre czasy. Jestem dumny, że mogę reprezentować nasz kraj. A po treningach już wiem, że jesteśmy tutaj nie tylko żeby ukończyć wyścig, ale również powalczyć o jak najwyższe miejsce – podkreślił.
Królewskie przywitanie i wsparcie Polonii
Choć najbliższy tydzień Maciej Serafin może poświęcić na regenerację, zwiedzanie i trening na siłowni, to kalendarz ma mocno zapełniony. Wszystko za sprawą aktywności, jaką organizuje mu na miejscu Polonia. - Zostałem tu fenomenalnie przyjęty. Polonia chce mi pomagać, wspierać. Właściciele sklepów oferują bezpłatne zakupy, restauratorzy obiady, a Janusz z firmy Stuttgart udostępnił nam halę, podnośnik i pełne wyposażenie do serwisu samochodu. Jednocześnie słyszę, że mój przyjazd tutaj zjednoczył Polonię, co bardzo cieszy! Ogromny wkład i pomoc okazała nam Dorota Kamieniecki, prezes stowarzyszenia Polish & American Heart of Colorado. To ona organizuje każdy mój dzień – opowiadał z wdzięcznością kierowca.
Zainteresowanie startem Macieja Serafina na miejscu jest bardzo duże, również pośród lokalnych mediów amerykańskich oraz mediów polonijnych. W najbliższą niedzielę zaplanowano wielkie spotkanie w kościele St. Patrick w Colorado Springs, na którym obecność potwierdziło już kilkuset Polaków. Wielu z nich pochodzi z Małopolski – rodzinnego regionu Serafina, a jednocześnie partnera strategicznego jego startu w Pikes Peak International Hill Climb.
- Bilety na wyścig sprzedały się już pół roku temu, ale rozmawiamy z organizatorami o dodatkowej puli, bo Polacy chcą być na trasie z biało-czerwonymi flagami. Chcą przylecieć tu nawet grupy z Nowego Jorku i Chicago. Zupełnie nie spodziewałem się takiego zainteresowania i tak gorącego przyjęcia – mówił Serafin.
Plan na „race week”
W poniedziałek 15 czerwca rozpocznie się „race week”. Przez trzy dni trwać będą treningi, które stanowić będą jednocześnie kwalifikację do wyścigu głównego. Następnie 19 czerwca w piątek zaplanowano Pikes Peak Fan Fest. W centrum Colorado Spring zaprezentują się wszyscy kierowcy z samochodami, a do miasta przyjedzie 60 000 fanów motorsportu.
Sobota 20 czerwca będzie dniem na złapanie oddechu i ostatnie przygotowania. W niedzielę, 21 czerwca ruszy rywalizacja, na którą wszyscy czekają. – Pierwsze treningi stanowiły dobry prognostyk, ale też świetną lekcję pokory. Wiem, że mogę tu osiągnąć dobry wynik, muszę tylko zachować pełną koncentrację na trasie – zakończył Maciej Serafin.
Partnerem strategicznym startu Macieja Serafina w Pikes Peak International Hill Climb jest Województwo Małopolskie.