Schmeichel opowiedział o swoim obecnym życiu podczas walnego zgromadzenia EFC, organizacji zrzeszającej europejskie kluby piłkarskie. Spotkanie odbywało się w Kopenhadze w dniach 28-30 września.
– Nie jest to związane z brakiem środków finansowych, lecz z nadmiarem wolnego czasu po nagłym zakończeniu kariery i niespodziewanym przejściu na emeryturę, czego się nie spodziewałem – przyznał, cytowany przez „Extrabladet”.
ZOBACZ TEŻ: O co chodzi z Cristiano Ronaldo? Selekcjoner Portugalii wprost wyjaśnia kulisy zadymy
Uber dla "zabicia czasu"
Były reprezentant Danii zdradził również, że w przyszłości chciałby pozostać związany z futbolem. Bierze pod uwagę między innymi pracę trenera albo zajęcie na wyższym szczeblu organizacyjnym.
– Nie mam niestety ukończonych kursów trenerskich, więc muszę się tym zająć. Na razie jako przedwczesny emeryt mam zbyt dużo czasu i dla jego zabicia siedzę za kierownicą taksówki, konkretnie Ubera, praktycznie na całym etacie – powiedział Schmeichel.
Problemy zdrowotne pojawiły się w marcu. 18 marca bramkarz poinformował, że konieczne będzie przeprowadzenie dwóch skomplikowanych operacji barku, po których czeka go około roku rehabilitacji. Ostatecznie 27 maja oficjalnie ogłosił zakończenie kariery.
– Mam 39 lat, co oznacza, że już więcej nie rozegram żadnego meczu i moja kariera w brutalny sposób dobiegła końca – mówił wówczas Duńczyk.
Schmeichel ostatni etap kariery spędził w Celticu. Profesjonalną przygodę z piłką rozpoczynał natomiast w Manchesterze United, gdzie występował w latach 2004-2009, choć w tym okresie był również wypożyczany. Najdłużej związany był z Leicester City, którego barw bronił od 2011 do 2022 roku. W reprezentacji Danii rozegrał 120 spotkań.
Konflikt z Bułką
W wywiadzie dla Foot Trucka Marcin Bułka wspominał o konflikcie z Kasperem Schmeichelem podczas wspólnego pobytu w Nicei. Po przyjściu Duńczyka do klubu ten chciał zabrać Polakowi numer 1. Bułka się nie zgodził i odparł, że jeśli Schmeichel bardzo chce, może grać w „10”, bo on swojego numeru nie oddaje. Kolejnego dnia w szatni okazało się, że z bluzy Bułki zniknął numer, a nowy bramkarz już nosi „jedynkę”. Rozwścieczony Polak wszedł do gabinetu dyrektora, zapowiedział, że nie wyjdzie na trening, i ostatecznie musiał przyjąć numer 90. Spór nie ograniczał się do koszulki – Schmeichel miał także wyprzeć Bułkę z pozycji numeru jeden, a sam Polak uważał, że za decyzjami o składzie stało coś więcej niż tylko aktualna forma.