- Wojciech Fibak znalazł się w dokumentach upublicznionych przez Departament Sprawiedliwości USA
- Były tenisista wyjaśnił, jaka relacja łączyła go z kontrowersyjnym miliarderem
- Fibak rozwiał wątpliwości. - Nie byliśmy kolegami ani przyjaciółmi – powiedział.
Wojciech Fibak znał się z Epsteinem? Tak tłumaczy ich znajomość
Ujawnienie dokumentów łączących Wojciecha Fibaka z Jeffreyem Epsteinem wywołało w Polsce spore poruszenie. Słynny tenisista i kolekcjoner sztuki postanowił odnieść się do sprawy, wyjaśniając charakter swojej relacji ze skompromitowanym miliarderem. Jak zapewnia – była to znajomość powierzchowna, oparta na sąsiedztwie i sztuce.
W opublikowanych przez amerykański resort sprawiedliwości aktach znalazły się e-maile oraz wpis w kalendarzu sugerujący spotkanie obu mężczyzn w Paryżu w 2013 roku. Fibak w rozmowie z "Faktem" podkreśla, że nie należy doszukiwać się w tym drugiego dna.
Akta Epsteina. Wojciech Fibak wspomniany w ujawnionych dokumentach. W jakim kontekście?
Fibak zaznacza, że w tamtym czasie Epstein funkcjonował w nowojorskiej elicie jako szanowana postać, a ich drogi przecinały się naturalnie. – To nie była postać anonimowa w Nowym Jorku. Byliśmy sąsiadami. Widywaliśmy się w restauracjach, na wernisażach i mieliśmy wielu wspólnych znajomych – tłumaczy Fibak w rozmowie z „Faktem”. Dodał też, że postrzeganie Epsteina było wówczas zupełnie inne niż dzisiaj. – 99,9 proc. osób znało go właśnie z tej strony kultury, jako człowieka eleganckiego z szerokimi zainteresowaniami.
Taka relacja łączyła Wojciecha Fibaka i Jeffreya Epsteina
Tenisista stanowczo zaprzecza, jakoby łączyła ich głębsza więź towarzyska. Kluczem do ich kontaktu miały być inwestycje w dzieła sztuki, o czym świadczyła również adnotacja "Fine Art Investments" w ujawnionych dokumentach.
– Nie byłem jego kolegą ani przyjacielem. Znaliśmy się przelotnie po sąsiedzku, jak to w Nowym Jorku – zapewnia Fibak.
Wyjaśnił również kontekst korespondencji mailowej, w której umawiali się na telefon. – On wiedział, że jestem kolekcjonerem sztuki. Ten mail, który wymieniliśmy między sobą, pojawił się właśnie w tym kontekście. Ja zbierałem obrazy Warhola i Basquiata, a on także był kolekcjonerem i przy tym osobą bardzo oczytaną – podsumował w rozmowie z tabloidem.