Zbigniew Boniek usłyszał ważną wiadomość. Chodzi o śledztwo w jego sprawie! Badano sprawę przestępstwa

Przez dziewięć lat Zbigniew Boniek szefował rodzimej piłce jako prezes PZPN. Choć od czterech lat już tej roli nie pełni, prezesowska przeszłość wciąż do niego powraca – i to w szczególnej formie. We wrześniu ub. roku – w wyniku dochodzenia prowadzonego przez Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie – postawiono mu zarzut „popełnienia przestępstwa z art. 296 § 3 kk w zw. z art. 12 § 1 kk dotyczący działania na szkodę PZPN” – głosił ówczesny komunikat.

Zbigniew Boniek
Autor: Cyfra Sport/ Archiwum prywatne Zbigniew Boniek

Teraz – jak ustalił Antoni Bugajski z portalu „Przegląd Sportowy – Onet” – prokuratorzy zajmujący się sprawą formalnie zamknęli śledztwo przeciwko byłemu sternikowi piłkarskiej federacji, a obecnie – wiceprezydentowi UEFA. Kolejnym etapem postępowania, trwającego od ponad dwóch lat, będzie decyzja merytoryczna: albo umorzenie sprawy, albo skierowanie do sądu aktu oskarżenia.

O co chodzi w zarzucie stawianym Zbigniewowi Bońkowi?

Prokuratorzy zarzucają byłemu prezesowi związku działania na szkodę PZPN. Formalny zarzut brzmi następująco: „działając wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, wyrządził PZPN szkodę majątkową wielkich rozmiarów w kwocie przekraczająca 1 mln zł w związku z umową sponsorską, nadużywając przysługujących mu uprawnień w zakresie negocjowania umów i niedopełnienia obowiązków w zakresie dbałości o mienie PZPN”.

Zbigniew Boniek atakuje prokuraturę w związku z zarzutem niegospodarności. „Sprawa szyta politycznie”

Konkretnie chodzi o wypłaconą przez związek prowizję – w wymienionej wyżej kwocie – jako wynagrodzenie za pośrednictwo w podpisaniu umowy z jednym ze sponsorów polskiej federacji. Wątpliwości prokuratorów prowadzących postępowanie wzbudził nie tyle samo wypłacenie prowizji, ale fakt, że – ich zdaniem – spółka, na konto której trafiły pieniądze, nigdy nie świadczyła stosownych usług na rzecz związku.

Zbigniew Boniek rozsierdził się dokumentnie. Ciska potężne gromy w internecie. „Arogancja i pycha!”

„Porozumienie [między PZPN i ową spółką – dop. aut.] zostało sporządzone i podpisane już po podpisaniu umowy sponsorskiej przez PZPN i opatrzono je nierzetelną datą, aby stworzyć pozory zawarcia porozumienia jeszcze przed zakończeniem negocjacji pomiędzy PZPN a ustalonym sponsorem” – napisała w oświadczeniu Prokuratura Krajowa, zarzucając fikcyjność owemu dokumentowi.

Co grozi Zbigniewowi Bońkowi?

Zbigniew Boniek kilka miesięcy temu stawił się w prokuraturze, nie przyznając się do winy. W mediach społecznościowych stanowisko organów ścigania w jego sprawie nazwał „wymyślonym politycznie zarzucikiem”. Przypomniał też, że w całej sprawie nie było „pokrzywdzonych”, bo PZPN - niezależnie od wypłaconej prowizji – na zawartej umowie sponsorskiej sporo zarobił.

Zbigniew Boniek wściekły po usłyszeniu zarzutu. Ostry komentarz, uważa sprawę za czysto polityczną

Wśród osób, którym w tej sprawie także postawiono zarzuty, jest m.in. były wiceprezes związku, Jakub Tabisz oraz były sekretarz generalny, Maciej Sawicki. Ten ostatni skomentował zarzuty w podobny sposób, jak Boniek. „W ramach pełnionej przeze mnie funkcji podpisałem kontrakt, dzięki któremu związek zarobił duże pieniądze” – napisał w oświadczeniu zamieszczonym w mediach społecznościowych.

Jeżeli po zamknięciu śledztwa akt oskarżenia trafi do sądu, Zbigniewowi Bońkowi – zgodnie z Kodeksem Karnym – może grozić kara pozbawienia wolności do lat 10.

Sonda
Czy Zbigniew Boniek był dobrym prezesem PZPN-u?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki