Kamil Durczok wraz ze swoim prawnikiem przed kilkoma dniami złożyli do sądu pozew o naruszenie dóbr osobistych w związku z publikacjami tygodnika Wprost. Tam zasugerowano, że dziennikarz dopuszczał się molestowania seksualnego oraz mobbingu. Durczok żąda 2 milionów złotych odszkodowania oraz przeprosin. Do pozwu dołączono ekspertyzę z badania Kamila Durczoka na wykrywaczu kłamstw. Wykonano je 5 marca 2015 roku w kancelarii adwokackiej, która reprezentuje Durczoka. Pytania zadawał biegły sądowy z zakresu kryminalistycznych badań wariograficznych mgr Dariusz Jerzewski . Urządzenie rejestrowało zmiany oddechu u Kamila Durczoka, zmiany tętna i ciśnienia krwi oraz wilgotność skóry. Kamilowi Durczokowi zadano 6 pytań związanych z pierwszym publikowanym przez "Wprost" tekstem. - Na każde z tych pytań udzielił odpowiedzi przeczącej i nie zgłosił do nich uwag. W czasie testów Kamil Durczok stosował się do poleceń prowadzącego badanie - diagnozuje ekspert. Według niego Kamil Durczok nie kłamał w czasie odpowiedzi.
Nie wszyscy wierzą w wiarygodność takich badań. Jak oceniają prawnicy, wartość takiego dowodu jest żadna. Zdaniem mecenasa Dariusza Pluty, sąd potraktuje ekspertyzę jako dowód z dokumentu - czytamy na press.pl. - Badanie złożone w sprawie Kamila Durczoka ma charakter tak zwanej opinii prywatnej, której wartość w postępowaniu cywilnym jest znikoma - mówił radca prawny, Tomasz Ejtminowicz. Okazuje się więc, że sąd może w ogóle nie brać takiego dowodu pod uwagę i często tak się dzieje.
Zapisz się: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail