"Bilet na Księżyc" podbija serca widzów

2013-10-26 3:00 Grzegorz Zasępa

Polska komedia - to ostatnio nie jest najlepsza rekomendacja dla filmu. Na szczęście najnowszy film Jacka Bromskiego "Bilet na Księżyc" nie do końca jest komedią, a już na pewno nie jest "polską komedią".

Owszem, przygody dwóch braci - Adama i Antka (Filip Pawlak i Mateusz Kościukiewicz) - w czasie ich podróży przez Polskę bawią nas czasami do łez, ale w tle jednak słyszymy o inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, o proteście studentów i wydarzeniach antysemickich z 1968 roku.

Widzów pełnoletnich (50+) z pewnością oczaruje podróż przez Polskę z ich młodości, pieczołowicie odtworzone pociągi, samochody, saturatory czy ubrania z epoki - wszystko to musi przywodzić na myśl czasy, co prawda słusznie minione, ale przy tym wspominane z rozrzewnieniem. Młodzi dzięki temu filmowi przekonają się, że to nie oni wynaleźli seks pozamałżeński i imprezy, na których alkohol leje się strumieniami. Posłuchają też muzyki, która do dzisiaj nie ma sobie równych.

Ale to w żadnym razie nie jest sentymentalna podróż. Jacek Bromski niezwykle ciepło i z humorem ukazał braterską miłość i szalone przygody Adama i Antka. Młodszy (Pawlak) chce zostać lotnikiem, ale kiedy zgłasza się do wojska, zostaje skierowany do... marynarki wojennej. Starszy brat Antoni postanawia odwieźć Adama do jednostki, a przy okazji zrobić z niego mężczyznę! Tak zaczyna się szalona podróż przez Polskę.

PRZECZYTAJ TEŻ: Maciej Musiał: Zagrałem ból dzięki orzechom

Leitmotivem filmu są sceny z lądowania Amerykanów na Księżycu, które mają symbolizować tęsknotę młodych do lepszego świata. Trzeba przyznać, że zabieg się udał. Aktorzy także nie zawiedli. Kościukiewicz, Pawlak i zmysłowa Anna Przybylska w roli striptizerki zagrali bardzo przekonująco. Ale w filmie jest też pełno epizodów, które na długo pozostają w pamięci (brawa dla Andrzeja Grabowskiego za niewielką rolę "slipingowego" z pociągu). Z filmu Bromskiego wychodzi się może nie z bolącym brzuchem, ale z uśmiechem na twarzy, który, co ważne, zostaje nam na dłużej. Nic dziwnego, że był jednym z najdłużej oklaskiwanych filmów na festiwalu w Gdyni, a sam Jacek Bromski odebrał nagrodę za najlepszy scenariusz.