Tragedia bociana spod Zamościa. Sam wychowuje pisklęta [ZDJĘCIA]

2019-06-06 11:34

Jak on sobie teraz poradzi samiuteńki taki – Krystyna Krajewska (65 l.) ze wsi Śniatycze pod Zamościem załamuje ręce. Gniazdo bocianów jest u niej od zawsze, a Kajtek i Kajtkowa mieszkali w nim dobre kilkanaście lat. Kilka dni temu zobaczyła, że bociania pani gniazda leży bezwładnie, a Kajtek dziobem próbuje ją ocucić. Wezwała na pomoc straż pożarną i policję. Na nic to było, Kajtkowa nie żyła…

To nieprawda, że zwierzęta nie czują, nie smucą się i nie radują. Jeszcze kilka tygodni temu bociania para z gniazda w Śniatyczach (które istnieje w tym miejscu od ponad 30 lat) klekotała ze szczęścia, kiedy przyszły na świat ich dzieci. 

- Pięknie było wtedy ich słuchać i patrzeć, jakie są szczęśliwe. A jakie zgodne – opowiada pani Krystyna. To wyjątkowo dobrana para. – Kiedy jedno z nich ruszało na łąki po jedzenie, drugie zajmowało się pisklakami – dodaje ze łzami w oczach przypominając sobie sceny sprzed lat: jak podczas upałów bociany potrafiły polewać pisklęta wodą zaczerpniętą w dzioby albo rozpościerać nad nimi skrzydła chroniąc pokryte jedynie puszkiem maluszki. Teraz już tak nie będzie. Pani bocianowa, Kajtkowa jak ją nazywają Krajewscy nie żyje. Wczesnym rankiem kobieta zobaczyła, że jej szyja i skrzydło zwisa bezwładnie z gniazda. A Kajtek szturcha ją dziobem. I jeszcze ten delikatny klekot dwóch bocianków, których doczekały się ptaki. 

- Jakby chciał powiedzieć, wstawaj, nie wygłupiaj się – mówi zrozpaczona. Zadzwoniła po pomoc. Strażacy przyjechali bardzo szybko, sprawą zajęli się także urzędnicy UG Komarów. Ale to właśnie strażacy odkryli coś strasznego. Bocian miał głęboką ranę w skrzydle. Sprawą zajęli się wtedy policjanci. Jeśli po sekcji ciała ptaka okazałoby się, że zginął w wyniku postrzału, np. z wiatrówki, będą szukać zwyrodnialca. Na szczęście w tym przypadku prawda okazał się inna. Jak informuje Urząd Gminy w Komarowie, ptaka zabiło zakażenie, które wdało się w ranę – pani Kajtkowa musiała o coś zahaczyć i się skaleczyć.

A Kajtek siedzi osowiały w gnieździe. Kręci tylko głową, jakby nie dowierzał. Stracił towarzyszkę życia, a i dziecko jest w wielkim niebezpieczeństwie. Dziecko, bo jeden z bocianków  umarł już na dugi dzień. A drugi?  Wprawdzie instynkt nie pozwala Kajtkowi opuścić gniazda i szukać pokarmu, bo wtedy szybko pojawią się w gnieździe intruzi gotowi skosztować ptasiego młodziutkiego mięsa. Póki co jednak, Kajtek jakoś sobie radzi. Wciąż z gniazda słychać klekot jego dziecka.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki