- Leczę się w szpitalu w Brodnicy. Lekarze jak mnie ostatnio badali, to aż nie mogli uwierzyć w to, co widzą - opowiada pan Ryszard. - Po zawałach ani śladu, guz na kręgosłupie zniknął - wylicza rencista. - Nie mieli pojęcia, co się stało - śmieje się od ucha do ucha.
Na rencie jest od 2000 r. Miał nowotwór mózgu, był operowany. Potem przeszedł trzy zawały. Do tego jeszcze przyplątało się zwapnienie nerek i guz na kręgosłupie. - Tak mnie bolało, że spać nie mogłem i prawie nie chodziłem. Z życiem się żegnałem - mówi.
Był już u kresu sił, gdy stał się cud. W nocy z 12 na 13 maja 2014 roku nawiedziła go Matka Boska. - Widziałem ją jak teraz pana - wznosi oczy ku niebu. - Ona przyszła do mnie. Powiedziała, żebym rzucił wszystko i ruszył na pielgrzymkę do Brodnicy, do kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Fatimskiej...
Tak zrobił. W tajemnicy przed bliskimi, bo przecież by go nie puścili, ruszył pieszo do Brodnicy. - To blisko trzydzieści kilometrów, a ja ledwie powłóczyłem nogami - opowiada. Do domu wrócił z obrazkiem Matki Boskiej Fatimskiej. Kupił go za 10 złotych. I od tamtego dnia codziennie klęka przed nim i żarliwie się modli. - To jest moje lekarstwo. Wierzyłem, że Ona mi pomoże. I stało się - zapewnia.
ZOBACZ: Maciej Musiał zawierzony Matce Boskiej. Co mu to dało?