Sprawą zainteresował się już rzecznik praw obywatelskich. Każdy z ponad 370-tysięcznej rzeszy emerytów, którzy dodatkowo pracują, musi płacić wszystkie składki na ubezpieczenia społeczne. Jednak o ile opłacając składki emerytalne, chorobowe i wypadkowe, może liczyć na świadczenia (np. wystąpić do ZUS o ponowne przeliczenie i podwyższenie emerytury), to w żaden sposób nie skorzysta ze składki rentowej. Emerytura przyznawana jest dożywotnio i emeryt nigdy nie stanie się rencistą. A chodzi o niemałe pieniądze, bo składka rentowa to aż 10 proc. wynagrodzenia brutto.
Jeszcze więcej, bo 29,52 proc. pensji, ZUS zabiera dorabiającym fukcjonariuszom policji i żołnierzom. Muszą opłacać wszystkie cztery składki, a nie mają prawa do podwyższenia świadczeń.
- To wyraźne zaburzenie logiki systemu ubezpieczeniowego - uważa Bogna Nowak-Turowiecka, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich. - Wiadomo, że osoby, które teraz są na emeryturze, z puli składek rentowych nigdy nie skorzystają. Jeżeli już muszą je płacić, bo mamy system solidarnościowy, to można by rozważyć takie rozwiązanie, żeby przynajmniej część składki rentowej była zaliczana na poczet emerytury i wpływała na podwyższenie wysokości świadczenia.
- Składka rentowa ma charakter ubezpieczeniowy. Oznacza to, że w zamian za nią ubezpieczony uzyskuje prawo do świadczenia. W związku z tym osoba, która jest już na emeryturze i z renty nigdy nie skorzysta, nie powinna jej płacić - potwierdza Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.
Zdaniem Ryszarda Piotrowskiego, konstytucjonalisty z Uniwersytetu Warszawskiego, przepisy nakazujące opłacanie składek, a niegwarantujące świadczeń naruszają art. 2 konstytucji (Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej).
Bezprawie zgodne z prawem
Zgodnie z art. 6 ust. 1 pkt 1, art. 11 ust. 1 oraz art. 12 ust. 1 ustawy osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę podlega obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowym, chorobowemu i wypadkowemu. Zgodnie z art. 9 ust. 4 ustawy obowiązkowym ubezpieczeniom podlegają także pracownicy mający ustalone prawo do świadczeń emerytalnego lub rentowych.
Zasady opłacania składek na ubezpieczenia społeczne reguluje ustawa z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (DzU nr 137, poz. 887, z późn. zm.).
Od 1 lipca do 31 grudnia br. składka na ubezpieczenie rentowe wynosi 10 proc., z tego 6,5 proc. finansuje płatnik (pracodawca), a 3,5 proc. ubezpieczony (czyli pracujący emeryt).
Krystyna Szczęsna, emerytka
Za co ja płacę?
- Zupełnie tego nie rozumiem. Dlaczego nasze państwo zmusza mnie do opłacania składki rentowej, nie gwarantując w zamian prawa do żadnych świadczeń.
Zgadzam się na składkę emerytalną, bo ona może podwyższyć moją emeryturę. Zresztą wystąpiłam do ZUS o ponowne przeliczenie świadczenia i rzeczywiście teraz dostaję co miesiąc trochę więcej pieniędzy. Sens ma też opłacanie składki wypadkowej, bo dzięki niej, w razie nieszczęścia, mam prawo do odszkodowania. Natomiast nie widzę powodu, żeby płacić składkę rentową skoro nigdy z niej nie skorzystam. Przecież emeryturę mam przyznaną do końca życia.
Jan Bury, poseł PSL
Kompleksowe rozwiązania
- Trzeba by dokładnie policzyć, jakiego rzędu kwoty w skali roku wchodziłyby w grę, gdybyśmy zdecydowali się na zniesienie obowiązku opłacania składki rentowej przez pracujących emerytów. Przede wszystkim trzeba jednak skupić się nad kompleksowymi rozwiązaniami i zastanowić się, czy dorabiający emeryt powinien być tak samo traktowany jak osoba pracująca, czy nie powinien być zwolniony z wszelkich danin, łącznie z podatkiem.
Jakub Szulc, poseł PO
Zlikwidować ten n onsens
- Absurdalne jest, jeśli płacimy składki i nie dostajemy ekwiwalentu w postaci świadczenia. To nonsens, a wszelkie nonsensy trzeba likwidować. To m.in. zadanie dla parlamentarzystów. Z pewnością cała masa ustaw związanych z ubezpieczeniami społecznymi będzie przedmiotem zainteresowania Sejmu VI kadencji. Po pierwsze - system ubezpieczeń trzeba tak usprawnić, żeby był wydolny finansowo. Po drugie - powinny być zlikwidowane absurdalne przepisy, które nakazują płacić za coś, czego się nigdy nie otrzyma.