Glapiński zapomniał gdzie zarobił 102 tys.zł

2009-07-27 8:30

Za co spółka Skarbu Państwa zapłaciła kilka lat temu Adamowi Glapińskiemu (59 l.) ponad sto tysięcy złotych? Okazuje się, że nie wie tego nawet sam wynagrodzony, obecnie główny doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego (61 l.) ds. ekonomicznych. Nie wie, bo... zapomniał, jak w 8 miesięcy zarobił tyle pieniędzy.

Jak podała "Polska", na przełomie 2006 i 2007 roku na konto Glapińskiego wpłynęło ok. 102 tys. zł ze spółki Przedsiębiorstwo Wydawnicze "Rzeczpospolita". Ta jednoosobowa spółka Skarbu Państwa ma 49 proc. udziałów w firmie Press-publica wydającej dziennik "Rzeczpospolita". Dziennikarze dotarli do umowy na czas nieokreślony, którą Glapiński zawarł ze spółką 16 października 2006 roku (wcześniej za rządów PiS zasiadał w radzie nadzorczej Centralwings i KGHM Polska Miedź - przyp. red.). Do jego obowiązków należało m.in. "doradzanie zarządowi przy realizacji nowych projektów". I dostawał za to miesięcznie 12 tys. zł pensji (brutto). Umowę rozwiązano nagle po 8 miesiącach - bo jak sugeruje "Polska" - zarząd PW "Rzeczpospolita" zaczął się obawiać, że fikcyjne zatrudnienie Glapińskiego wyjdzie na jaw. Kilka dni po rozwiązaniu umowy Glapiński został prezesem Polkomtela, potentata na rynku telefonii mobilnej.

Sam Glapiński zapytany teraz o tajemniczą umowę z PW "Rzeczpospolita", za nic nie mógł sobie jej przypomnieć. W końcu przyznał, że doradzał, ale już o szczegółach swojej pracy nie potrafił nic powiedzieć. - Głupie pytanie, nie będę na ten temat rozmawiał - wypalił. Według informatorów "Polski", m.in. Piotra Rachtana, byłego dyrektora wydawniczego PW "Rzeczpospolita", Glapiński nie robił nic w czasach, kiedy miał być zatrudniony jako doradca. Mimo 12 tys. zł pensji nie pojawiał się nawet w spółce. Nie ma też dokumentacji, która potwierdzałaby wykonywanie przez niego jakiejkolwiek pracy. Doradzał więc tylko na papierze?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki