Hannibal z Żoliborza obciął głowę, żartował z taksówkarzem, spalił zwłoki i pojechał po kredyt!

2016-02-16 3:00

Szokujące ustalenia na temat bestialskiego mordu w Warszawie, który wstrząsnął całym krajem. Coraz więcej wskazuje, że morderstwo Katarzyny J. (?31 l.) faktycznie było drobiazgowo przygotowaną zbrodnią. Jak ustaliliśmy, oskarżony o nią i poszukiwany Kajetan Poznański (27 l.) - zwany Hannibalem z Żoliborza - zaraz po zamordowaniu kobiety udał się z przygotowanymi wcześniej dokumentami do banku po pożyczkę. Dostał kilkanaście tysięcy, z którymi od razu poszedł na Dworzec Centralny. I ślad po nim zaginął...

Hannibal pojechał do Katarzyny J. na lekcję włoskiego około godz. 10. Spotkali się w jej mieszkaniu na warszawskiej Woli, przy ul. Skierniewickiej. Tam psychopata zabił lektorkę, obciął jej głowę i spakował zwłoki do jej własnej torby podróżnej i plecaka. Zniósł je z szóstego piętra i zamówił taksówkę.

Był miły i wesoły

Była godzina 13.00. - Kazał się wysadzić kilka kilometrów dalej na Bielanach, w małej uliczce nieopodal komendy policji - opowiada nam pracownik korporacji taksówkarskiej. Tam zamówił kolejną taksówkę.

- Zgłoszenie na nazwisko Poznański dostaliśmy o godz. 13.37. Zaznaczył, że potrzebuje auta kombi, z dużym bagażnikiem. Zamówił kurs do swojego mieszkania na Żoliborzu - opowiada nam dyrektor drugiej korporacji.

Podczas drogi wyluzowany i zadowolony Poznański zabawiał taksówkarza rozmową. Gdy wyciągał torby z bagażnika, kierowca zauważył, że cieknie z nich krew. - Powiedział, że ma tam tuszę z dzika. Zapłacił i poszedł. W ogóle nie był zdenerwowany, więc nie wzbudził moich podejrzeń - opowiada zszokowany szofer.

Taki klient to skarb

W mieszkaniu Kajetan spakował najpotrzebniejsze rzeczy, podpalił torbę ze zwłokami i uciekł. Zanim przyjechała staż pożarna, on był już w centrum Warszawy. Dotarł tam najprawdopodobniej metrem. Jak wynika z nagrania na monitoringu, już o godz. 14.47 pojawił się w banku przy Dworcu Centralnym.

- Poprosił o kilkanaście tysięcy złotych pożyczki. Był dobrze przygotowany, miał wszystkie niezbędne dokumenty. Był miły, uśmiechnięty. Chwaliłyśmy go, że taki klient to skarb - opowiada pracownica placówki.

Poznański od razu wypłacił pieniądze z konta i poszedł na stację PKP. Tam trop się urywa. Teraz policja szuka go w Polsce i całej Europie.

Pieniądze rodziców nie pomogły

Za zamordowanie nauczycielki Poznańskiemu grozi dożywocie, dlatego mama prokurator i tata architekt opłacili najlepszego adwokata w stolicy, by go bronił. Jednak prokuratura odrzuciła pełnomocnictwo mecenasa.

- Pismo, które do nas wpłynęło, podpisała osoba najbliższa, a obrońcę musi ustanowić sam podejrzany. Wyjątek stanowi sytuacja, gdy podejrzany jest pozbawiony wolności, a Kajetan Poznański nie został jeszcze zatrzymany - wyjaśnia Przemysław Nowak z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zobacz: Zaginięcie Ewy Tylman. Pytają o gigantyczne ubezpieczenie

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki