- Siostra śniła mi się kilka razy. Zawsze w lesie koło naszego domu. Przy bagnach, gdzie doszło do tej tragedii. Lucynka przed czymś uciekała. Goniło ją dziecko. Strasznie płakało - mówi Janina.
Kobieta wyprowadziła się z Szarłaty cztery lata temu. Młodszą siostrę widywała rzadko, dlatego nie miała pojęcia o jej ciążach. - Może czasem była grubsza i taka ociężała. Jednak myślałam wtedy, że przytyła. U nas to rodzinne. Wszystkie jesteśmy duże. To po mamie - tłumaczy kobieta. - Dla nas to straszny cios, ale nie zostawimy Lucyny samej. Nawet kiedy będzie siedziała w więzieniu - dodaje Janina.
Lucyna K. przyznała się do podwójnego dzieciobójstwa, kiedy była przesłuchiwana w sprawie zwłok noworodka znalezionych w maju na brzegu Jeziora Klasztornego. Teraz wiadomo już, że nie było to jej dziecko. - Świadczą o tym wyniki badań, które przeprowadzili biegli specjaliści - mówi Remigiusz Signerski, zastępca prokuratora rejonowego w Kartuzach. - Z kolei jeśli chodzi o szczątki dziecka, które odnaleźliśmy w miejscu wskazanym przez podejrzaną, to są one zabezpieczone do badań. Ich pochówek może nastąpić po ustaleniu ojcostwa. Rodzina podejrzanej nie musi się martwić o koszty pogrzebu, bo może je pokryć gmina - dodaje.
Lucyna K. przebywa w areszcie śledczym w Gdańsku w jednoosobowej, monitorowanej celi. Grozi jej 25 lat więzienia.