– Jeśli klient wie, jakie prawa mu przysługują, jest bezpieczniejszy. Może skuteczniej walczyć o swoje racje i nie da się oszukać – mówi Michał Herde, wiceprezes warszawskiego oddziału Federacji Konsumentów. Co więc zrobić, gdy zakupiony towar okaże się wadliwy?
Reklamację powinniśmy zgłosić najpóźniej dwa miesiące po wykryciu usterki. Najlepiej zrobić to na standardowym formularzu reklamacyjnym. Większe sklepy posiadają je w punkcie obsługi klienta. Najważniejsze jest wpisanie daty zgłoszenia reklamacji, opis przedmiotu oraz rodzaj występującej usterki. Od konsumenta zależy, czy będzie żądał darmowej naprawy zakupionego towaru, czy też wymiany na inny towar. Jeśli jednak wymiana nie jest możliwa, a naprawa przeciąga się, powinniśmy domagać się zwrotu pieniędzy.
Podstawą reklamacji jest dowód zakupu. Nie przejmujmy się jednak, gdy zgubimy paragon. Powołując się na zeznania świadków lub dokonując wydruku z konta, wciąż możemy reklamować towar. – Sprzedawca ma obowiązek rozpatrzyć naszą reklamację w ciągu 14 dni. W tym czasie musi jednak zadeklarować, czy uznaje naszą reklamację. Przekroczenie tego terminu oznacza automatyczne uznanie reklamacji – mówi wiceprezes warszawskiej Federacji Konsumentów.
Niestety, nie możemy zwrócić towaru. Nie możemy żądać zwrotu pieniędzy tylko dlatego, że np. dywan przestał nam się podobać. Zdarza się jednak, że niektóre sklepy umożliwiają zwrot towaru w określonym terminie. W tym wypadku wszystko zalezy od własnego uznania sprzedawcy.
A co zrobić w sytuacji, gdy sklep będzie unikał przyjęcia odpowiedzialności za sprzedany nam bubel? Wówczas należy zwrócić się do odpowiedniego organu, który broni konsumenckich praw. Można np. poskarżyć się Federacji Konsumentów (w naszym imieniu podejmie mediacje ze sklepem), zwrócić się do rzecznika konsumenta działającego w każdej gminie lub wstąpić na drogę sądową. Najprostszym rozwiązaniem jest tu instytucja polubownego sądu konsumenckiego.
Jutro:
Co może sklepowa ochrona?
W środę:
Dyżur eksperta z Federacji Konsumentów.