Mysłowice: Koledzy utopili mojego synka

2010-07-16 4:55

Ból rozdzierający serce matki, która straciła ukochane dziecko, wprost trudno opisać. Tym większy jest dramat Magdaleny Budzik (34 l.) z Mysłowic, która podejrzewa, że jej synek Oskarek (11 l.) został wepchnięty do głębokiej wody przez starszych kolegów.

- Tam byli ratownicy, było pełno ludzi. Ale za późno zauważyli Oskarka, który unosił się na wodzie główką w dół - z trudem opowiada pani Magdalena. - Mój synek nigdy nie wchodził na głęboką wodę. Ktoś musiał go tam wepchnąć - oskarża pogrążona w żałobie matka.

Był piękny, upalny dzień, wprost idealny, by wybrać się nad wodę. Magdalena Budzik uległa prośbom synów - Oskara i Sebastiana (8 l.) i zabrała chłopców na kąpielisko Słupna w Mysłowicach. Kto mógł przypuszczać, że na strzeżonym i pełnym innych letników zalewie może dojść do tragedii.

- Mieliśmy już się zbierać do domu, ale Oskar poprosił: "Mamo, jeszcze tylko na chwilę idę do wody". Potem już tylko usłyszałam gwizdki ratowników. Od razu zaczęłam szukać synów. Widziałam Sebastiana, ale nigdzie nie było Oskarka - mówi zrozpaczona matka chłopca. - Byłam cała roztrzęsiona, w szoku. Nie wiedziałam, co się dzieje. Potem widziałam, jak wzięli mojego synka do karetki, ale nie pozwolili mi tam wejść. Dopiero po jakimś czasie mogłam zobaczyć synka. Leżał nieżywy... - mówi przez łzy Magdalena Budzik.

Matka chłopca twierdzi, że jego śmierć nie jest wypadkiem. - On nigdy nie wchodził na głęboką wodę. Zawsze trzymał się płycizny i był blisko brzegu. Co roku byliśmy na wczasach nad wodą i nic się nigdy nie stało - opowiada roztrzęsiona kobieta. - Ludzie mówili mi potem, że widzieli, jak dwóch gówniarzy popchnęło mojego synka na głęboką wodę. Oskar był drobniutki, starsi chłopcy bez trudu mogli go popchnąć, kto wie, czy sobie nie urządzili zabawy w podtapianie. Po prostu utopili mi synka - rozpacza pani Magdalena.

Dochodzenie w sprawie utonięcia prowadzi policja i prokuratura. - Zbadamy wszystkie wątki tej sprawy i przesłuchamy świadków. Jest jednak za wcześnie, żeby wyciągać wnioski. Na razie mogę powiedzieć, że zarówno matka dziecka, jak i wszyscy ratownicy byli trzeźwi - zapewnia mł. asp. Daniel Sadowski z Komendy Miejskiej Policji w Mysłowicach. - Mam nadzieję, że policja odnajdzie winnych śmierci mojego synka - mówi pogrążona w żałobie matka.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki