2 tysiące sprzedawców z Kupieckich Domów Towarowych walczyło, by obronić swoje miejsca pracy. Nie chcieli wpuścić do hali komornika, chcącego zaplombować ich stoiska. Rozgorzała krwawa bitwa między kupcami a ochroniarzami komornika. Potem do akcji wkroczyła policja... Walki trwają cały dzień.
Wojna o KDT zaczyna się niewinnie. Nic nie zapowiada krwawych wydarzeń, które za chwilę rozegrają się pod halą targową.
Godz. 7.30. Pod Kupieckimi Domami Towarowymi gromadzi się tłum pracowników, ich rodzin i przyjaciół, którzy żyją z handlu w KDT. Kobiety śpiewają "Rotę". Mężczyźni barykadują się w środku budynku i zapowiadają, że nie wpuszczą komornika, który ma wyegzekwować wyrok sądu, skazujący na likwidację KDT.
Godz. 8.00. Kupcy gromadzą się pod głównym wejściem. Z drugiej strony stoi silna grupa ochroniarzy z firmy "Zubrzycki" w czarnych mundurach.
Godz. 8.30. Pojawia się Ryszard Moryc, komornik, który ma zająć się halą. Obstawiony jest kordonem policji, z nikim nie rozmawia. Ochroniarze szczelnie otaczają halę. Dochodzi do sporadycznych rękoczynów.
Godz. 9.30. Atmosfera gęstnieje. Kupcy i ochroniarze zaczynają się przepychać i szarpać. Nagle ktoś krzyczy: "Gaz! Puścili gaz!" Zgromadzeni przed halą ludzie kaszlą. Inni duszą się i wymiotują. To ochroniarze rozpoczynają szturm. Torują sobie przejście gazem łzawiącym. Kupcy mdleją, dławią się. Ci, którzy przedarli się do okien na pierwszym piętrze, płaczą i krzyczą przez okna: "Zrobili nam komorę gazową!". Są pierwsi poparzeni gazem.
Godz. 10.00. Kupcy, którzy są w hali, barykadują wszystkie wejścia. Zastawiają je deskami. - Nie oddamy naszej pracy! - krzyczą.
Godz. 11.00. Na miejsce przyjeżdżają oddziały policji. Kupcy biegną przez halę, taszcząc drzwi powyrywane z toalet, budują z nich barykadę. Na napierających ochroniarzy i policjantów leją olej, aby ślizgały im się nogi, rzucają solą i mąką. W hali unoszą się kłęby gazu. Ratownicy pogotowia pomagają poszkodowanym. - Nic nie widzę! Ratunku! Gazują nas! - krzyczy jakaś kobieta.
Godz. 11.40. Ochroniarze wyłamują boczne drzwi do hali. Policjanci tarczami spychają blokujących korytarz ludzi. Ochroniarze pryskają gazem. Biorą ich za ręce, za nogi i wywlekają z hali. Nie patrzą, czy to kobieta, czy mężczyzna. Są brutalni. Nie reagują na płacz i prośby obolałych ludzi. Biją pałami. Gdy hala już jest niemal pusta, wkracza komornik. Plombuje stoisko po stoisku. Ale to nie koniec zamieszek, które nabierają na sile na zewnątrz hali.
Godz. 11.44. Komornik wkracza do hali. Gdy obrona kupców została zmiękczona policyjnymi pałkami i gazem puszczonym przez ochroniarzy, komornik Ryszard Moryc triumfalnie wkroczył na teren Kupieckich Domów Towarowych. Otoczony szczelnym kordonem policji mógł rozpocząć inwentaryzację i plombowanie pomieszczeń handlowych. Kontrowersje wzbudziły doniesienia Radia RMF FM, które podało, że Moryc nie będzie robił szczegółowej inwentaryzacji, a jedynie "na oko", bo zajęłoby mu to aż 3 miesiące. Jeśli te wiadomości się potwierdzą, kupcy znów będą protestować.
Godz. 12.00. Na policję ruszają zgromadzeni pod halą kibole i chuligani. Lecą kamienie, deski, rozwalone płyty chodnikowe i butelki.
Godz. 13.00. Na ulicy Marszałkowskiej gromadzi się coraz większy tłum.
Godz. 13.10. Policjanci z tarczami, uzbrojeni po zęby idą ławą i odsuwają tłum od wejścia do KDT. Zaczyna się krwawa bitwa z chuliganami.
Godz. 13.20. Policja używa gazu łzawiącego i sprowadza armatkę wodną. Kupcy kładą się w poprzek Marszałkowskiej, ruch zostaje wstrzymany. Policjanci strzelają z armatki.
Godz. 14.10. W Ratuszu rozpoczyna się konferencja prasowa prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz (57 l.). - Przeniesienie kupców z pl. Defilad jest konieczne. Znajdują się tam nielegalnie. Wszystkie straty zostaną oszacowane, a ich koszta pokryje spółka KDT. Jeśli nie, to sprawa trafi do sądu - oświadcza prezydent.
Godz. 16.20. Kordon policji rozpędza tłum. Do godziny 23.00 funkcjonariusze otaczali teren hali targowej stalowymi barierami, bo dziś może dojść do kolejnych protestów niezadowolonych kupców. Niewykluczone, że równie burzliwych co dzisiaj.
Bilans zamieszek jest zatrważający. Do szpitala trafiło 40 osób! Policja zatrzymała 18 chuliganów. W akcji rany poniosło 12 policjantów i 4 ochroniarzy.
Lech Obara (59 l.), znany prawnik, jest zszokowany brutalnością ochroniarzy i policjantów. - Działania komorników muszą być przeprowadzane w zgodzie z prawem. Komornik ma prawo dobrać sobie asystę, ma to być policja. Nie ma tu mowy o firmie ochroniarskiej. To jest wręcz niewyobrażalne, żeby ochroniarze stosowali gaz łzawiący czy armatki wodne! - mówi oburzony.
Straciliśmy wszystko!
Kupcy sprzedający swoje towary w KDT są zdruzgotani. Wczorajsza akcja komornika odebrała im jedyne źródło utrzymania.
- To tragedia, brakuje mi słów, żeby opisać to nieszczęście - rozpacza Aleksandra Bryszak (29 l.), która w KDT miała stoisko z sukniami wieczorowymi. Kobieta, która samotnie wychowuje czteroletnią córeczkę, została zupełnie bez środków do życia! Taki dramat przydarzył się nie tylko jej.
- Byłam w KDT cały czas, od niedzieli nocowałam tutaj - opowiada nam, szlochając. - Pilnowałam swojego dobytku, jak wszyscy! - dodaje. Kiedy wczoraj rano ochroniarze "Zubrzyckiego" ruszyli na kupców szturmem, stała razem z resztą kobiet z hali przed budynkiem, tuż przy drzwiach, które szturmowali ochroniarze.
Rośli mężczyźni w czarnych uniformach wyrwali drzwi wejściowe do hali, tak, że złamały się w futrynach. - Te ciężkie, szklane drzwi spadły wprost na nas! Dziewczyny płakały, krzyczały. Wtedy ci dranie złapali mnie i ciągnęli na oczach wszystkich ludzi! - relacjonuje.
Pani Ola jest załamana. - Nie wiem, co ja ze sobą zrobię, gdzie ja pójdę do pracy. Sama się utrzymuję i sama wychowuję córkę, która ma cztery lata. Przyjdzie mi pójść do pośredniaka i co? Co oni mi tam zaproponują w kryzysie? - rozpacza. - Jestem przerażona przyszłością, po prostu brak mi słów, żeby to opisać. Straciłam dzisiaj wszystko - dodaje.
Utrata pracy, a być może i towaru, to dla kupców wyrok. Stoiska w KDT były ich jedynym źródłem utrzymania, wielu z nich całe życie pracowało w handlu.
- Komornik nawet z nikim z nas nie porozmawiał - mówi rozgoryczony Mirosław Kisiel (30 l.). - Jego nie obchodzi, z czego my będziemy żyć. Ja mam żonę w ciąży, z czego się utrzymamy, kiedy stracę pracę? - pyta.
Kupcy są zrozpaczeni, dla dwóch tysięcy osób praca w KDT była wszystkim.
- Ta praca miała zapewnić nam przyszłość, a potraktowano nas gorzej niż bydło - mówi załamany Marcin Jamka (28 l.), przytulając swoją dziewczynę Aleksandrę Ilkę (20 l.).
Wielu kupców po wczorajszym szturmie na KDT straciło wszystko, co mieli cennego. Zostawiony w hali towar szacują na dziesiątki tysięcy złotych. - To już wszystko przepadło - mówią ze łzami w oczach.
Bitwa na Marszałkowskiej
Zablokowana ul. Marszałkowska, korki w całym centrum, tłum protestujących i gapiów na torowisku oraz ulicy - akcja odbijania z rąk kupców hali KDT zamieniła się w regularną bitwę. By opanować sytuację, warszawska policja w trybie alarmowym musiała ściągać posiłki z innych rejonów kraju.
Niespodziewanie wczorajsze starcie kupców z policją i ochroniarzami przeniosło się na ulice Śródmieścia. Gdy tuż przed godz. 14 hala KDT niemal całkowicie została opróżniona z okupujących budynek protestujących, kilkuset z nich wbiegło na ul. Marszałkowską. Ruch na najważniejszej arterii komunikacyjnej centrum stanął błyskawicznie.
Kupcy stalowymi barierkami, wykorzystywanymi wcześniej przez agencję ochrony, zatarasowali przejazd w obie strony ulicy. Zablokowali również torowiska tramwajowe. Na ulicy rozpoczęła się regularna, choć nielegalna pikieta. Jadące ul. Marszałkowską samochody stanęły w ogromnym korku. Bardzo szybko auta utknęły również na pobliskiej ul. Świętokrzyskiej, którą protestujący też zaanektowali. W gigantycznym korku stanęły także tramwaje.
Policja początkowo użyła armatek wodnych przeciwko kupcom i chuliganom, którzy znikąd zjawili się w Śródmieściu. Dopiero po tym kordon oddziałów prewencji oddzielił ulicę od tłumu gapiów i pikietujących, spychając ich na chodnik przed Domami Centrum. Wtedy do akcji ruszyli pseudokibice i najbardziej rozwścieczeni kupcy.
W parku wokół hali co kilka minut dochodziło do starć policji z protestującymi, którzy próbowali wedrzeć się z powrotem do KDT, to przez przednie, to tylne wejście. Gdy na tyłach budynku płonąć zaczął wielki kontener na śmieci, w ruch znów poszły miotacze gazu łzawiącego. Na miejsce ściągnięto kompanię konną oraz kilkanaście policyjnych psów.
Tłum próbował zaatakować nawet zaparkowane przy ul. Świętokrzyskiej radiowozy. Ok. godz. 15.30 na miejscu były już oddziały prewencji ściągnięte w trybie alarmowym z Płocka, Radomia i Białegostoku, które zmieniły stojących w pełnym rynsztunku stołecznych policjantów.
Okolice Pałacu Kultury patrolowali też po cywilnemu policjanci z niemal wszystkich wydziałów specjalistycznych Komendy Stołecznej Policji. W pewnej chwili rozwścieczony tłum omal nie zlinczował jednego z kryminalnych. Policjant zdołał uciec w ostatniej chwili przed rozjuszonymi kibolami. Przez cały czas pogotowie ratunkowe udzielało pomocy rannym. Ok. 40 z nich trafiło ostatecznie do szpitala. 18 protestujących zatrzymano. - Są to głównie osoby, które rzucały w policjantów kostką brukową i kamieniami - mówi nadkom. Marcin Szyndler (33 l.) ze stołecznej policji. - Odpowiedzą za czynną napaść na funkcjonariuszy i niszczenie mienia.
Sytuację udało się opanować dopiero ok. godz. 17, gdy wzmocniona posiłkami spoza stolicy policja otoczyła szczelnym kordonem halę KDT i zepchnęła protestujących poza obręb ul. Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej.