Karetka, która błyskawicznie przyjechała na miejsce dramatu, zabrała rannego do szpitala. Ale policjanci, którzy równie szybko pojawili się na feralnym przystanku, zaczęli się zastanawiać, dlaczego na miejscu rzekomego napadu nie ma żadnych śladów walki. 52-letni mężczyzna utrudniał policjantom działanie, bo nie chciał zdradzić, kto go napadł. Na szczęście stróże prawa w końcu trafili do mieszkania 57-letniej konkubiny ofiary.
Szybko odkryli, że to ona podczas kłótni dźgnęła nożem swego kochanka. A ten chciał ukryć prawdę o krwawej awanturze i dlatego, brocząc krwią, udał się na pobliski przystanek i tam zaczął udawać, że został napadnięty. Jego starania poszły na marne, a konkubinie grozi teraz 5 lat więzienia.