Kto zrobił z kobiety kamizelkę?

2009-11-17 14:44 Mirosław Koźmin

Z precyzją zdjął skórę z kobiety w taki sposób, by sam niczym okrycie mógł ją na siebie włożyć. Nie był jednak zadowolony ze swego "dzieła", bo wyrzucił je do Wisły. Gdyby przypadkiem nie udało się znaleźć tego wdzianka do dziś nie udałoby się ustalić, co stało się z krakowską studentką i – co gorsza – że na wolności jest potwór, którego od lat starają się złapać krakowscy policjanci z Archiwum X.

- Taki człowiek nigdy nie poprzestaje na stworzeniu tylko jednego dzieła, zwłaszcza, gdy nie był zadowolony z tego pierwszego – od samego początku powtarza oficer pracujący nad sprawą, jakiej nie znały dotąd policje na całym świecie.

6 stycznia 1999 roku w Krakowie silnik pchacza „Łoś”, transportującego barki po Wiśle, nagle zaczął szwankować. Coś nawinęło się na śrubę. Po chwili jeden z członków załogi przerażony odkrył, że to fragmenty ludzkiego ciała. Ktoś zaalarmował policję.

Śledczy z początku podejrzewali, ze być może to były szczątki jakiegoś topielca. Dokładne oględziny wykazały jednak, że skóra została precyzyjnie przez kogoś oddzielona od ciała, zupełnie jakby to zrobił lekarz skalpelem. Ktoś wyciął w skórze nawet otwory na piersi. Stworzył coś na wzór płaszcza. To nie mogło być dzieło przypadku. Dalsza penetracja przez płetwonurków tego rejonu Wisły zakończyła się znalezieniem ludzkiej nogi. Na niej również były precyzyjne nacięcia w stawach. Badania genetyczne DNA potwierdziły, że skóra i noga były szczątkami tej samej osoby. Pozostawało tylko ustalić, do kogo należały.

Sprawa makabrycznego znaleziska była trzymana w największej tajemnicy. Super Expressowi udało się jednak poznać szczegóły. Jako pierwsi poinformowaliśmy Polskę i świat, że pod Wawelem jest szaleniec, który niczym, w granym wtedy w kinach „Milczeniu Owiec” doktor Hanibal zdziera skórę ze swych ofiar. Policja i prokuratura najpierw zaprzeczyła naszym informacjom, potem jednak nie mając wyjścia je potwierdziła.

Tymczasem specjalna grupa policji za wszelką cenę starała się ustalić kim była oskurowana osoba, bo to mogło doprowadzić do mordercy. Sprawdzano informacje o zaginionych osobach w ostatnich miesiącach. W ten sposób natrafiono na ślad Katarzyny Z. (23 l.), studentki religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.12 listopada 1999 r. dziewczyna powiedziała matce, że wychodzi na zajęcia. Tyle tylko, że od dwóch tygodni nie pojawiała się już na uczelni.

Badania DNA znalezionej skóry potwierdziły, że to właśnie ona padła ofiarą psychopaty. W jaki sposób się poznali, to do dzisiaj pozostaje niewyjaśnioną tajemnicą, choć policjanci drobiazgowo prześwietlili jej życie i grono znajomych. Specjaliści z Instytutu Ekspertyz Sądowych sporządzili portret psychologiczny zabójcy, według którego motyw zbrodni był seksualny. Dlatego policja mordercy szukała też m.in.w środowisku ekshibicjonistów i transwestytów. Także daremnie.

Cztery miesiące później wydaje się, że poszukiwany na wielką skalę morderca jest w rękach policji, gdy zostaje zatrzymany Władysław W. (25 l.), student psychologii mieszkający pod Krakowem. To jednak nie on jest zabójcą Katarzyny Z. On „tylko” zabił swego ojca, odciął mu łopatą głowę, skalpelem zdjął skórę z twarzy i głowy razem z włosami, a tak zdobytą maskę obszył nićmi, plastrem doczepił sobie do twarzy i tak przebrany... poszedł na miasto.

- Sprawa morderstwa Katarzyny Z. dla nas cały czas jest największym wyzwaniem. Nie odpuścimy póki istnieją szanse na jej rozwikłanie – zapowiadają w krakowskim Archiwum X, które ma na koncie rozwikłanych wiele tajemniczych spraw sprzed lat.