Jego najzdolniejszy uczeń, Stanisław Wyspiański, patrzył na Polaków i polskość krytycznie, podważając apologetyczny stosunek mistrza do naszej przeszłości. „Wesele” wybrzmiało w Krakowie głośniej niż szczęk oręża bitew pod Grunwaldem czy Pskowem. Na szczęście Matejko już wtedy nie żył.
Adres Floriańska 41
Mieszkał w Krakowie przy Floriańskiej 41, gdzie miał również pracownię. Był człowiekiem całkiem jeszcze młodym, ale traktowano go jak zasłużonego dla sztuki starca i otaczano nimbem chwały za lata spędzone przy sztalugach oraz na rusztowaniach. Był zgaszony, poważny, nosił się jak dawniejsi mistrzowie. Zawsze zajęty, zafrasowany, chudy z bródką jak pędzel, blady jak zagruntowane płótno. Ze skomplikowaną sytuacją małżeńską, spłacający długi brata, obarczony dziećmi. Nie dostrzegał zmian, nie odczuł artystycznego przeciągu, który przewietrzył zatęchły galicyjski zakątek.
Skąd przytrafił się polskiej sztuce taki nieprzemakalny mistrz pędzla, sławiący dawną chwałę? Z polską, sarmacką, nieco duszną duszą, pochodzenia czesko-niemiecko polskiego? Stanisław Witkiewicz, pisarz i teoretyk sztuki, ojciec Witkacego, rozwiązał tę zagadkę, pisząc tak:
„Kiedy Matejko kształtował się jako osobowość artystyczna, nie stykał się wcale ze sztuką, prócz tego, co było po krakowskich kościołach i co może oddziałało na podkreślenie w nim pewnych pierwiastków średniowiecznego ducha”.
Wielkim malarzem był?
Dzisiaj na wszystkich wydziałach artystycznych w Polsce pierwszą rolą profesorów jest przekonanie studentów, że Matejko nie był wielkim malarzem, wbrew temu czego nauczyła ich pani w podstawówce. Popełniał błędy w perspektywie i kompozycji, ale po mistrzowsku oddawał charakter tkanin. Malując, korzystał z rzetelnych źródeł historycznych, oglądał wykopaliska archeologów, jeździł na pola bitew, odwzorowywał z pasją muzealnika szczegóły strojów z epoki – od ostrogi i spinki, po nakrycia głów. Ale zawsze konsekwentnie odrzucał choćby małą rysę na nieskazitelnej historii Polski, pełnej bohaterów, dobrych, pięknych i mądrych władców.
Nie interesowała go niewolnicza praca pańszczyźnianych chłopów. Nie tykał polskiego kolonializmu ani tysięcy trupów padających z powodu chciwości, buty i podłości naszych przodków. Od intelektualnego zamętu wolał prostą chwałę. Rozwiany sztandar, wytrzeszczone oczy ginącego Niemca, kunszt zbroi i materii. Szkicując do „Pocztu królów polskich” Dobrawę Przemyślidkę, żonę Mieszka I, zrobił z niej niemal piękność, mimo że kronikarze wyraźnie zaznaczali, że była „szpetna i krostata”. Matejko uznał, że Mieszko nie wziąłby sobie za żonę panny innej niż przynajmniej „niekrostatej”.
W oparach terpentyny
Trzymał w domu wypchanego konia. Duże zwierzę, które dzisiaj w domu Matejki stoi w szklanej gablocie, a jeszcze w latach 90. XX w. można było je poklepać. Jednak z powodu śmiertelnej statyczności, było raczej ozdobą pracowni.
Na dwa lata przed śmiercią Matejko zabrał się do „Pocztu królów polskich”: cyklu 44 rysunków ołówkiem zamówionego przez wiedeńskiego wydawcę Maurycego Perlesa. Aby utrwalić szkice, używał dużej ilości fiksatywy, zwanej w jego czasach pryskalnicą. Za idącym krakowską uliczką malarzem ciągnął się drażniący zapach terpentyny. Spędzanie całych dni w oparach chemikaliów nadwyrężyło kruche zdrowie Matejki. Ślęczał nad cyklem, wiernie odwzorowując ubiory, szczegóły uzbrojenia, klejnoty koronne. Do źródeł wiedzy o nich można było dotrzeć, choć wymagało to wiele pracy. Za to tworzenie fizjonomii władców to w dużej mierze wyobraźnia twórcy.
Marian Gorzkowski, pisarz i kolekcjoner, sekretarz Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie i powiernik Jana Matejki, tak opisał matejkowski koncept, według którego powstała twarz Mieszka I:
„król ma twarz wschodnią, ogólnie słowiańską, z odcieniem jeszcze pogańskiego życia, które niedawno porzucił”.
Niedługo przed królami zabrał się do Kościuszki i jego zwycięskich Racławic. Szkicując „Kościuszkę pod Racławicami” dobiegał pięćdziesiątki. Mimo problemów z żołądkiem, pojechał zobaczyć pole bitwy. Chory, leczony przez konowała, który o mało nie wyprawił go na cmentarz Rakowicki, nadal ciężko pracował. Musiał opłacać opiekę nad żoną neurotyczką w szpitalu psychiatrycznym i spłacać długi brata Edmunda. Nie mówiąc o utrzymywaniu domu i wspieraniu dalekiej rodziny, która, według pisanych do niego listów, „dawno sczezłaby bez tych kilku guldenów od Jana”.
Ten lud i jego naczelnik
Matejko niczym magik wyczarowywał przed odbiorcami chwile największej chwały narodu. Jego obrazy pochłaniano wzrokiem, wtapiano się w nie, przejmując role bitewne, i to nie tylko w Polsce. Publiczność waliła na Matejkę do galerii w Wiedniu, gdzie „Sobieski pod Wiedniem” przyciągał nawet 5 tys. oglądających dziennie. Cesarz Franciszek Józef, mimo treści dzieła, niewątpliwie niemiłej z punktu widzenia zaborcy, cmokał z zachwytu, podziwiając kunszt polskiego mistrza. W Paryżu, Pradze, Warszawie, Lwowie, Rzymie, Petersburgu, Budapeszcie oglądano Matejkę niczym kolorowy historyczny spektakl. „Sobieskiego pod Wiedniem” zapragnęło mieć u siebie nowo otwarte Muzeum Narodowe w Krakowie. Mistrz jednak planował podarować swoje dzieło „w imieniu narodu” papieżowi Leonowi III, który głosił ideę godzenia Kościoła z kulturą, jednocześnie potępiając masonerię, socjalizm i nihilizm, czy popierając centralizację władzy kościelnej.
Ponieważ przyjął od krakowskiego komitetu zbiórkowego pierwsza ratę za „Sobieskiego”, przyszło mu namalować replikę. Ostatecznie jednak sprzedał muzeum „Kościuszkę pod Racławicami”.
Zachował się list, w którym wyznaję, że „dla artysty o wiele wdzięczniejszym byłoby przedstawienie scen błyszczących od złotogłowiu i sajety (rodzaj lekkiej tkaniny). Ale skoro tu naród cały objawił życzenie posiadania po mnie pamiątki, to artysta zmuszonym się widzi z ambicji swojej zrobić ofiarę i namalować to, co narodowi najmilsze, a więc ten lud i naczelnika jego ubranych w szare sukmany”.
Mistrz po mistrzu
Ostatecznie jednak zręcznie przemieszał sukmany ze złotogłowiem, czyniąc na obrazie charakterystyczny dla siebie zamęt. Obraz jest rebusem z zaszyfrowaną symboliką polskich konfliktów. Dla realizacji swojej narodowej układanki Matejko posłał konno pod Racławice Hugona Kołłątaja, którego naprawdę tam nie było. Dla niego Kołłątaj był postacią negatywną, którego idee doprowadziły Polskę do upadku. Krytyk Stanisław Witkiewicz, przyjrzawszy się wszystkim aluzjom i ukrytym znakom dzieła, stwierdził krótko, że „Matejce talent się wyczerpał”.
Malarz faktycznie był chodzącą konserwą, a jego poglądy były powszechnie krytykowane w środowiskach młodszych twórców Krakowa. Dość powiedzieć, że w 1886 r., a więc w czasach, gdy Monet i jemu podobni od z górą dekady tworzyli w Paryżu swoje impresje, Matejko namalował historyczno-mistyczny „Wjazd Joanny d’Arc do Reims”. Inaczej malować nie chciał.
Zanim Wyspiańskiego opętała polskość, był odważnym krytykiem mistrza, którego potem zastąpił. Otwarcie negował matejkowski styl, wyśmiewał rzekomy kunszt i rozmach. Ale płakał jak dziecko razem z całym Krakowem, gdy Matejko zmarł, w wieku 55 lat 1 listopada 1893 r., z powodu pęknięcia wrzodu żołądka.
Rekordowa cena
„Zabicie Wapowskiego” to obraz z wczesnego okresu twórczości Matejki.
Przedstawia wydarzenie z 1574 r., kiedy to podczas koronacji Henryka Walezego doszło do awantury między szlachcicami.
W walce śmierć poniósł kasztelan przemyski Andrzej Wapowski, raniony przez magnata Samuela Zborowskiego. Matejko namalował scenę, gdy szlachta wnosi ciało Wapowskiego przed oblicze nowego króla, domagając się ukarania mordercy. Zgodnie z ówczesnym prawem nieuzasadnione zabicie szlachcica powinno być ukarane śmiercią.
Obraz po raz ostatni był pokazywany w 1883 r. na wystawie jubileuszowej Matejki na Wawelu. Przepadł w połowie lat 30. XX wieku.
Dzieło odnalazło się dopiero w 2012 r. w w prywatnych zbiorach w Ameryce Południowej. Po powrocie do Polski można je było oglądać na Wawelu, a w 2017 r. zostało wystawione na aukcji. Nabywca zapłacił prawie 3,7 mln zł. Był to najdrożej sprzedany obraz w Polsce. Rekord wkrótce został pobity przez obraz najlepszego ucznia Matejki, Stanisława Wyspiańskiego „Macierzyństwo”, za który zapłacono prawie 4, 4 mln zł.
Najsłynniejszy polski obraz
„Bitwa pod Grunwaldem” przyniosła Matejce wielką sławę i podziw. W dniu publicznej prezentacji prezydent Krakowa wręczył malarzowi berło jako symbol panowania w sztuce. Było to 28 października 1878 r. w krakowskim Pałacu Wielopolskich. Wcześniej, w lutym obraz kupił warszawski finansista Dawid Rosenblum za kwotę 45 tys. zł reńskich.
Matejko, by namalować „Bitwę pod Grunwaldem”, musiał opuścić swoją pracownię, bo obraz o powierzchni 42 mkw się w niej nie mieścił. Do wykonania dzieła mistrz zużył 168 litrów farby. Praca nad jego stworzeniem zajęła mu prawie 6 lat.
Pomysł obrazu zaczerpnął z „Kronik Królestwa Polskiego” Długosza. Chciał odtworzyć bitwę w jak najbardziej realistyczny sposób. Matejko miał ogromną wiedzę historyczną. Szukając własnej wizji, udał się nawet na pola Grunwaldu. W centralnym punkcie umieścił księcia Witolda, gdyż według Długosza był najbardziej ruchliwym i dynamicznym wojownikiem. Król Jagiełło, jako główny wódz, obserwował bitwę ze wzgórza – znajduje się w niewielkim oddaleniu po prawej stronie obrazu.
Dziś to najchętniej podziwiane przez zwiedzających dzieło polskiego malarstwa znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Hołd pruski
7 października 1882 r. podczas posiedzenia sejmu krajowego we Lwowie Matejko uroczyście ofiarował krajowi świeżo ukończony obraz „Hołd pruski”.
Wielki obraz o wymiarach 7,85 m na 4,30 m i potężnej ramie (10 m na 6 m) przedstawia wydarzenie z 1525 r., kiedy to na krakowskim rynku wielki mistrz krzyżacki Albrecht Hohenzollern złożył hołd lenny królowi Zygmuntowi Staremu. Od tej pory miał władać Prusami jako świecki książę podległy polskiemu królowi. Oznaczało to ostateczny koniec państwa zakonnego.
Praca nad obrazem zajęła Matejce dwa lata. Uwiecznił na obrazie ponad 30 postaci noszących rysy znanych mieszkańców Krakowa. Królową Boną została żona malarza, Teodora. Na obrazie znajdują się dwa autoportrety samego Matejki. Wcielił się w postać słynnego Stańczyka oraz Bartolomea Berrecciego, architekta, który przebudował zamek wawelski.
W czasie II wojny światowej obraz był na czarnej liście hitlerowców, dlatego ukrywano go w Zamościu, a później w Krakowie w Muzeum Czapskich.
Obraz można oglądać w krakowskich Sukiennicach.
Wielka miłość z piekła rodem
Teodora z Giebułtowskich Matejkowa, osoba wybuchowa i zmienna, dla męża była ideałem kobiecej urody i obiektem wielkiej miłości.
Przyszłą żonę poznał Jan Matejko mając lat 13, była wtedy pięcioletnią siostrą szkolnego kolegi. Utrzymywał stały kontakt z rodziną Giebułtowskich nawet po wyjeździe na studia do Monachium i Wiednia.
Teodora i Jan pobrali się w 1864 r. Kiedy po raz pierwszy Jan oświadczył się Teodorze, ta rzuciła w niego pierścionkiem. Później w napadzie furii zniszczyła swój ślubny portret. To samo chciała zrobić z wizerunkiem swojej siostrzenicy Stanisławy Serafińskiej, była bowiem bardzo zazdrosna.
Matejkowie mieli czworo dzieci: Tadeusza, Helenę, Beatę i Jerzego, piąte zmarło w niemowlęctwie. Mąż uwiecznił ją na wielu obrazach jako Bonę Sforza i Barbarę Radziwiłłównę.
Małżeństwo było burzliwe i niezbyt szczęśliwe, na co wpływ miała choroba psychiczna Teodory. W 1882 r. znalazła się w zamkniętym domu dla psychicznie chorych, a po jego opuszczeniu była pod stałą opieką lekarską. Kiedy w październiku 1893 r. Matejko umierał, u jego łoża czuwała Teodora. Dopilnowała, by na jego pogrzebie, zgodnie z marzeniem malarza, zadzwonił dzwon Zygmunta. Teodora przeżyła męża o trzy lata.
Mistrz secesji
Józef Mehoffer (1869 – 1946), uczeń Jana Matejki to jeden z najwybitniejszych artystów Młodej Polski, tworzący również w okresie międzywojennym.
Matejko załatwił mu stypendium umożliwiające roczny pobyt w Paryżu. Tam dzielił początkowo pracownię ze Stanisławem Wyspiańskim, zwiedzali wspólnie wystawy i galerie muzealne. Jako uczniowie Matejki zrealizowali projekt polichromii mistrza w kościele Mariackim w Krakowie. Często współzawodniczyli ze sobą, uczestnicząc w tych samych konkursach, m.in. na kurtynę Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie i na witraże do katedry we Lwowie.
Mehoffer to artysta bardzo wszechstronny – malarz, scenograf, pedagog. Projektował też meble,wnętrza, uprawiał grafikę użytkową. Obok Stanisława Wyspiańskiego był najwybitniejszym polskim twórcą witraży i polichromii. Jego życiowym dziełem było trzynaście witraży w katedrze św. Mikołaja w szwajcarskim Fryburgu. Wykonywał witraże i polichromie dla wielu kościołów.
Był wybitnym reprezentantem sztuki secesji. Tworzył piękne portrety, pejzaże łączące secesyjną dekoracyjność z impresjonizmem.
Artysta doskonały
Stanisław Wyspiański był najlepszym uczniem Jana Matejki, który otaczał go opieką, promował, doceniając jego wielki talent.
Wyspiański żył zaledwie 38 lat, a dokonaniami mógłby obdzielić wielu artystów. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim historię, historię sztuki i literatury. W czasie swej podróży po Europie zetknął się z wieloma wybitnymi artystami i nowymi prądami w sztuce. Wrócił do kraju jako dojrzały i oryginalny artysta. Zasłynął jako twórca witraży i polichromii w kościołach, wspaniałych portretów, a także jako projektant wnętrz i mebli.
W listopadzie 1900 r. wziął udział w weselu swego przyjaciela Lucjana Rydla w Bronowicach. Na kanwie tego wydarzenia powstało słynne dzieło „Wesele”, które przyniosło mu sławę i uznanie. Inne jego sławne dramaty to „Warszawianka”, „Noc listopadowa” i „Wyzwolenie”.
W 1906 r. Wyspiański został profesorem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Rok później zmarł, wycieńczony syfilisem. Został pochowany w Krypcie Zasłużonych na krakowskiej Skałce, a jego pogrzeb stał się manifestacją narodową.