Michał Majewski, jeden z autorów tekstu o "ciemnej stronie" Kamila Durczoka, postanowił bronić swojego artykułu. Jak pisze na blogu, "na całym świecie taka historia wzbudziłaby zainteresowanie. Wzbudziła i nasze". Dziennikarz jeszcze raz opisuje sytuację.
- Kamil Durczok barykaduje się w cudzym mieszkaniu. Nie chce do niego wpuścić właścicieli. Potem siłuje się z owym właścicielem i szarpie z nim na klatce schodowej - pisze Majewski. - Zadzwoniliśmy do Durczoka, żeby nam wytłumaczył, o co tu chodzi. Nie chciał komentować, potem zmieniał wersję, a wreszcie odłożył słuchawkę. Zamilkł - dodaje.
Majewski postanowił wyjaśnić również, dlaczego opublikowano zdjęcie z Latkowskim i Majewskim, którzy przeszukują mieszkanie. - Gdybyśmy (tego zdjęcia - red.) nie dali, pojawiłby się argument, że fotografie mamy od premier Kopacz albo od byłych funkcjonariuszy WSI lub z Kremla - pisze Majewski. - Przecież od samego początku wprowadzony został do poważnej dyskusji absurdalny argument, że to zemsta premier Kopacz za ostry wywiad telewizyjny, który Durczok z nią przeprowadził - dodaje.
Dziennikarza dziwi, dlaczego tak wiele mediów solidaryzuje się z szefem "Faktów". - Proponuję prosty eksperyment myślowy - pisze. - Zamieńcie państwo w tej historii tylko jedno. Nazwisko Durczoka na nazwisko szefa prawicowej gazety, na nazwisko księdza albo polityka. Jestem pewien, że reakcja byłaby o 180 stopni inna - stwierdza.
Sprawdź: Afera Durczoka. Kokaina i amfetamina w mieszkaniu. Policja nie wyklucza SZANTAŻU
Zapisz się: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail