Wycieczkowy katamaran "Rubin" płynął z Gdyni na Hel. Na pokładzie jest uzbrojony psychopata, który pięć dni wcześniej uciekł ze szpitala psychiatrycznego. Jest maniakiem pirotechnikiem i ma kilku wspólników. Terroryści zmusili załogę do zmiany kursu. Płyną w stronę rosyjskich wód terytorialnych i żądają okupu.
Trzy godziny negocjacji z terrorystami komandosi wykorzystują na przygotowanie się do ataku. Zakładają specjalne skafandry abordażowe i sprawdzają swój imponujący arsenał. Oprócz karabinków szturmowych C-8, pistoletów MP-5 (maszynowych) i Glock w akcji zostaną użyte karabiny snajperskie, a nawet nowy model rosyjskiego kałasznikowa.
Po blisko czterech godzinach od ogłoszenia alarmu na pokładzie statku padają strzały. Bandyci wyrzucają za burtę ciała dwóch zakładników. To sygnał dla antyterrorystów. Do statku podpływają superszybkie łodzie patrolowe i pontony z komandosami.
Dowódca akcji wścieka się, bo spóźnia się policyjny śmigłowiec ze snajperami na pokładzie. Kiedy wreszcie dolatuje, pozbawione osłony sekcje szturmowe zajmują już górny pokład.
Akcja wygląda bardzo realistycznie. Padają strzały. Są ranni wśród zakładników. Kiedy wreszcie udaje się zneutralizować terrorystów, śmigłowiec wciąga na pokład najciężej rannego. Reszta pasażerów przechodzi na łodzie ratownicze, które zabierają ich do portu w Gdyni. Jest już po wszystkim.