12 grudnia "Cemfjord" zawinął do portu w Gdyni na przegląd i wtedy Grzegorz S., absolwent szczecińskiej szkoły morskiej, zszedł z jego pokładu. Zostawił na nim siedmiu kolegów, których los wciąż jest nieznany. Ale służby ratunkowe przerwały poszukiwania na wzburzonym morzu. Uznały, że załoga "Cemfjorda" nie miała szans na przeżycie.
- Wolę nie myśleć, co ja i cała rodzina byśmy przeżywali, gdyby Grześ został na tym statku - mówi Honorata Sypułek (70 l.), babcia marynarza. Wiele razy błagała wnuka, by zatrudnił się na lądzie. - Ale on twierdzi, że pływanie to jego pasja, a wypadki zdarzają się wszędzie - mówi pani Honorata. I liczy, że po tym cudownym ocaleniu wnuk nie wróci na morze. - Bo dla mnie to był cud - podkreśla. - Już zamówiłam mszę w tej intencji.
ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail