Opatrzność? Marynarz nie utonął, bo nie wsiadł na statek

2015-01-08 3:00

Ludzie mówią, że czuwała nad nim Boża Opatrzność, bo mógł być jednym z członków załogi cementowca "Cemfjord", który w niewyjaśnionych okolicznościach zatonął u wybrzeży Szkocji. Ale Grzegorz S. (25 l.) ze Starogardu ocalał, bo zszedł ze statku tuż przed jego ostatnim rejsem.

12 grudnia "Cemfjord" zawinął do portu w Gdyni na przegląd i wtedy Grzegorz S., absolwent szczecińskiej szkoły morskiej, zszedł z jego pokładu. Zostawił na nim siedmiu kolegów, których los wciąż jest nieznany. Ale służby ratunkowe przerwały poszukiwania na wzburzonym morzu. Uznały, że załoga "Cemfjorda" nie miała szans na przeżycie.

- Wolę nie myśleć, co ja i cała rodzina byśmy przeżywali, gdyby Grześ został na tym statku - mówi Honorata Sypułek (70 l.), babcia marynarza. Wiele razy błagała wnuka, by zatrudnił się na lądzie. - Ale on twierdzi, że pływanie to jego pasja, a wypadki zdarzają się wszędzie - mówi pani Honorata. I liczy, że po tym cudownym ocaleniu wnuk nie wróci na morze. - Bo dla mnie to był cud - podkreśla. - Już zamówiłam mszę w tej intencji.

ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki