Złodzieje doskonale zaplanowali całą akcję. Najpierw ukradli w Austrii toyotę rav4. Zmienili jej rejestrację na polską i ruszyli do Warszawy. "Kalafior" prowadził auto, a jego brat pilotował go na skuterze. Miał za zadanie informować o policyjnych patrolach. Gangsterzy nie wiedzieli jednak, że mundurowi zastawili na nich zasadzkę.
Policjanci podejrzewali, że gangsterzy mogą mieć broń, dlatego w akcji uczestniczył oddział antyterrorystów. Skradzioną toyotę zauważyli w okolicach Lasek. Najpierw próbowali zatrzymać samochód, ale "Kalafior" tylko dodał gazu. Ciężkim terenowym autem staranował blokadę i omal nie przejechał funkcjonariuszy. Policjanci popędzili za nim, ale gangster spychał ich na boki i nie pozwalał się zatrzymać. W końcu zjechał na leśną drogę. Tam nie opanował samochodu na zakręcie i uderzył w drzewo. Wiedział, że funkcjonariusze cały czas depczą mu po piętach, wyskoczył więc ze zniszczonej toyoty i uciekał na piechotę. Wtedy wyśledził go policyjny helikopter i policjanci go dopadli.
Jego bratu udało się dojechać skuterem do Warszawy, ale tam od razu został zatrzymany. Obaj bracia są doskonale znani śledczym z kradzieży, rozbojów włamań i gwałtów. Teraz zajmie się nimi prokurator.