Powiesił się bo groziła mu eksmisja! Premierze, on nie wiedział jak żyć!!!

2013-10-12 3:27 Kamil Szewczyk

Dwudziestoletni Piotr Dębski z Warszawy popełnił samobójstwo, kiedy dowiedział się, że razem z matką może wylądować na bruku. Zrozpaczona Bożenna Dębska (55 l.), która jest w wielkiej żałobie po stracie ukochanego syna, wciąż boi się eksmisji, a wtedy - jak nam mówi - nie wie, czy przeżyje podwójną życiową tragedię. Pomocną dłoń wyciągnął do niej znany obrońca biednych Piotr Ikonowicz (56 l.), który będzie walczył o to, aby zdesperowana kobieta nie wylądowała na ulicy.

Jeszcze na dobre nie zaczął dorosłego życia, a już musiał przeżyć największe możliwe upokorzenie. Choć rok temu nic nie zapowiadało tej tragedii.

Piotr Dębski po skończeniu szkoły zawodowej imał się różnej dorywczej pracy. Nie mógł znaleźć stałego zatrudnienia. Mimo że się bardzo starał. Naprawiał sprzęt elektroniczny, bo od małego właśnie to go najbardziej zajmowało. Ale pieniądze z tego były żadne. W domu też się nie przelewało.

Jego matka Bożenna Dębska jeszcze trzy lata temu pracowała na kasie za marne pieniądze, ale odkąd zniszczyła sobie kręgosłup, zajęła się domem i chorym na serce mężem. Cała trójka żyła z jego niskiej emerytury wynoszącej 800 zł. Za mieszkanie nie mieli już z czego płacić, bo cała kwota szła na leki i życie. Wpadli więc w taką spiralę długu czynszowego, że zaczęła im grozić eksmisja.

I wtedy stała się tragedia. Kiedy syn pani Bożenny dowiedział się, że cała rodzina może trafić na bruk, powiesił się na skakance w mieszkaniu.

- Kiedy mijaliśmy na ulicy bezdomnego, Piotrek mi mówił, że woli umrzeć, niż tak żyć. Ale w najczarniejszych snach nie przypuszczałam, że on tak mówi poważnie. Tłumaczyłam mu, że wyjdziemy z tego, ale on był zbyt wrażliwy. Kiedyś przez dwa tygodnie nie chodził do szkoły, bo nie miałam mu za co kupić nowych spodni, a te, w których chodził do tej pory, były już za krótkie. Bał się drwin ze strony kolegów - opowiada nam jego zrozpaczona matka.

ZOBACZ TEŻ: Ikonowicz znów ocalił ludzi! Dobroczyńca lada dzień trafi za kratki?

Po śmierci syna nie ma dnia, by o nim myślała. Choć jego grób znajduje się 100 km od Warszawy, pod Ostrołęką, biedna kobieta odwiedza Piotra tak często, jak tylko się da.

Jej myśli, oprócz śmierci ukochanego syna, zaprząta jednak wciąż grożąca jej eksmisja. Na 18 października wyznaczono termin rozprawy sądowej w tej sprawie.

Na szczęście swoją pomoc zaoferował jej Piotr Ikonowicz, który ma nadzieję, że sąd się zgodzi, aby został on pełnomocnikiem w jej sprawie. Wcześniej ten działacz społeczny chce udać się do burmistrza Pragi-Płd. z prośbą, aby miasto odstąpiło od eksmisji.

Ikonowicz ma nadzieję, że do tej eksmisji nie dojdzie. Pani Bożenna szuka teraz pracy, ale ostatnio zaoferowali jej 4 zł za godzinę pracy na zmywaku.

- W tym kraju nie ma dla mnie pracy, za którą mogłabym godnie przeżyć. Ale lepsza taka niż żadna... Przynajmniej może mniej będę myślała o Piotrku - żali się pani Bożenna.

Piotr Ikonowicz (56 l.), działacz społeczny: W jakim kraju my żyjemy?!

- Tragedia, jaka spotkała panią Bożennę, każe nam wszystkim zastanowić się, w jakim kraju żyjemy. Wyrastanie w biedzie wyrabia kompleksy. Wielu z tych, którzy przeżyli eksmisje w dzieciństwie w latach 90., do dziś nie może się pozbierać. Złośliwe spojrzenia, docinki i brak oparcia w chorych, pozbawionych środków do życia, przerażonych rodzicach. Teraz miasto ma przyjść i odebrać matce dach nad głową, całkowicie ją dobijając. Wcześniej to samo miasto zabrało jej ukochanego syna. Na tle tych cichych tragedii, które odbywają się niemal co dzień, nie sposób nie pomyśleć o aroganckim uśmiechu pani prezydent Warszawy. Przerwijmy to pasmo bezsensownych okrucieństw. Żeby już nikt więcej nie musiał odbierać sobie życia tylko dlatego, że jest biedny i bezbronny!

Bożenna Dębska, matka Piotra: Odechciało mi się żyć...

- Po śmierci syna odechciewa mi się żyć. Nie ma dnia, bym o nim nie myślała i nie biła się z myślami: dlaczego nie zaradziłam tej tragedii... Jak tylko się da, jadę na jego grób. Wiem, że nic nie zwróci życia mojemu synkowi, ale nie mogę się pogodzić z tym, że państwo tak traktuje biednych ludzi i grozi im eksmisją. Mój syn był zbyt wrażliwy. Kiedyś szliśmy razem i kiedy zobaczył bezdomnego człowieka, powiedział mi, że woli umrzeć, niż tak żyć. Nie przypuszczałam, że on tak mówi na poważnie. Teraz nie mogę sobie podarować, że nie potraktowałam tego poważnie. Mam nadzieję, że miasto odstąpi od eksmisji. Jeśli tego nie zrobi, nie wiem, co dalej ze mną będzie.

CZYTAJ: Palikot broni Ikonowicza przed więzieniem

Najnowsze