Historia starań strony polskiej o wydanie mordercy, który 1 listopada ubiegłego roku został zatrzymany na Ukrainie, przypomina filmowy tasiemiec z nagłymi zwrotami akcji. Mężczyzna ukrywał się u naszych wschodnich sąsiadów po tym, jak pod koniec października dopuścił się okrutnego mordu na młodej kobiecie w centrum Łodzi. Zaraz po jego schwytaniu polscy śledczy zapewniali, że lada moment zabójca zostanie przewieziony do Polski i tu osądzony. Tymczasem mijały dni, tygodnie, potem miesiące, a sprawa nie posuwała się ani na krok.
Nabrała przyspieszenia dopiero pod koniec marca, kiedy prokurator generalny Ukrainy zgodził się na ekstradycję mordercy. Tyle że Mamuka K. od tej decyzji się odwołał, a jednocześnie złożył wniosek o azyl na Ukrainie. Na tej podstawie sąd w Kijowie zablokował wydanie go Polsce. Istniała groźba, że kiedy to postanowienie się uprawomocni, zabójca wyjdzie na wolność. Na szczęście w miniony poniedziałek sąd apelacyjny zezwolił na jego ekstradycję.
- Gdy zabójca się o tym dowiedział i zrozumiał, że nie uniknie kary, wpadł w przerażenie i targnął się na swoje życie. Ostrym narzędziem pociął sobie ręce, a potem nożem pokaleczył brzuch - relacjonują polscy śledczy.
Mimo odniesionych ran we wtorek po południu specjalny samolot przetransportował go z Kijowa do Warszawy. - Mamy teraz trzydzieści dni na to, by go przesłuchać i postawić mu zarzuty, ale będziemy chcieli uczynić to niezwłocznie – mówi Krzysztof Kopania (53 l.), rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. A Zbigniew Ziobro (48 l.), minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie zapewnia: - Uczynimy wszystko, żeby w tej sprawie zapadł wyrok najsurowszy z możliwych.
i
i
i
i
i