HORROR w Łyszkowicach (woj. małopolskie). Utopiła syna w studni i powiesiła się w oborze?!

2014-11-22 11:17

Groza w Małopolsce! Na jednej z posesji we wsi Łyszkowice policjanci znaleźli w studni ciało mężczyzny, a w oborze obok jego wiszącą matkę. Mirosław P. (40 l.) zniknął ponad rok temu. Małgorzata P. (63 l.) nie zgłosiła zaginięcia syna, jednak przed sąsiadami udawała, że co jakiś czas wzywana jest na rozpoznanie odkrytych gdzieś nieznanych zwłok. Czyżby od początku wiedziała, co stało się z 40-latkiem i nie potrafiła z tym żyć?

- W poniedziałek na posterunek zadzwoniła kobieta i poinformowała, że z jej studni wydobywa się straszny smród - informuje nadkom. Katarzyna Cisło z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Kiedy patrol jechał do Łyszkowic, Małgorzata P. zakładała sobie sznur na szyję. Powiesiła się w oborze. Funkcjonariusze przeszukali obejście. W studni odkryli zwłoki mężczyzny w znacznym stopniu rozkładu. Policyjni technicy przez trzy dni wydobywali szczątki.

Czyżby matka odkryła ciało syna i z żalu się powiesiła? Być może, ale wszystko wskazuje na to, że kobietę gryzło sumienie, bo sama przyczyniła się do jego śmierci. Mieszkali tylko we dwoje. Mirosław P. był hutnikiem. Kawaler, do tego krewki. Pił, bił matkę i zabierał jej pieniądze. We wsi mówi się, że mieli długi, bo pożyczyli 30 tys. zł na remont dachu i wymianę okien. 43-latek zniknął we wrześniu ubiegłego roku. - Był u nas na imprezie, trochę wypił. Przyszła po niego matka. Odprowadziłam ich do płotu - wspomina sąsiadka. - Następnego dnia Małgorzata P. mówiła, że Mirek zaginął - dodaje. Teraz okazało się, że matka nawet nie zgłosiła na policji zaginięcia syna, ale nosiła żałobę i wszystkim opowiadała, że chodzi co jakiś czas na okazania zwłok.

Zobacz: Szef PKW Stefan Jaworski podał się do dymisji!

Po wsi od dawna krążyła plotka, że to Małgorzata P. stoi za zaginięciem syna. Możliwe, że feralnego wrześniowego wieczora puściły jej nerwy, kiedy prowadziła go pijanego do domu od sąsiadów. W szopie, obok której znajduje się studnia, Mirosław P. trzymał piwo. Może chciał się napić i wtedy doszło do szarpaniny, wskutek której wpadł do studni? Matką ponad rok targały wyrzuty sumienia. W poniedziałek nie wytrzymała...

- Sprawdzamy wszystkie hipotezy, by ustalić, jak doszło do tragedii - mówi nadkom. Katarzyna Cisło.

ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki