Zapracował się na śmierć?

2019-02-25 15:26

Miał być w pracy od piątku do niedzieli, ale nie dożył. Łukasz K. (39 l.), kardiolog i internista z Łodzi, zmarł na dyżurze w szpitalu w Pleszewie (woj. wielkopolskie). Prokuratura bada, czy to była śmierć z przepracowania.

Lekarz zapracował się na śmierć?

i

Autor: Marek Radziszewski

Był dobrym i cenionym kardiologiem i internistą. W rodzinnej Łodzi miał prywatny gabinet. Do Pleszewskiego Centrum Medycznego przyjeżdżał tylko na weekendowe dyżury. – Wszyscy go bardzo lubiliśmy. Pacjenci go wręcz uwielbiali – mówią o Łukaszu K. jego współpracownicy ze szpitala. Był pracowity i sumienny. Niestety, jego ostatni dyżur skończył się tragicznie.

Do szpitala przyjechał w piątek o 16. Wcześniej pokonał autem blisko 180 km dzielące Łódź od Pleszewa. To prawie trzy godziny jazdy. W szpitalu miał być niedzielnego poranka. – Na takim systemie pracy zależało właśnie panu doktorowi. Pracował tak u nas od pół roku – mówi Ireneusz Praczyk, rzecznik placówki.

Dyżur przebiegał standardowo. Łukasz K. badał pacjentów, rozdysponowywał leki, sprawdzał wyniki badań. Zachowywał się normalnie. Z soboty na niedzielę o 1.20 ostatni raz udzielał pomocy pacjentowi. – Zajęło mu to 10 minut. Potem poszedł do dyżurki, żeby się zdrzemnąć. Zamknął drzwi od środka. O 8 rano znaleźli go tam koledzy lekarze. Już nie żył – mówi Maciej Meler z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, która odtworzyła bieg wydarzeń.

Teraz śledczy muszą ustalić przyczyny śmierci lekarza, który osierocił troje dzieci. - Był zatrudniony także na terenie innego województwa, więc musimy przejrzeć dokumentację z różnych placówek, by cokolwiek powiedzieć o realnym wymiarze czasu pracy lekarza – mówi Maciej Meler. Sprawą medyka zajmuje się też Państwowa Inspekcja Pracy.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki